Coś się kończy, coś się zaczyna. Tak jest zawsze; niezmiennie; od wieków. W tym wypadku dotyczy do Roków - Nowego i Starego. W takich chwilach przychodzi czas na przemyślenia, zrobienie bilansu zysków i strat. Czyli po prostu czas końcowo-noworocznej paplaniny.
Cóż mogę powiedzieć od siebie? ...że diametralnie się zmieniłam? Fakt. ...że chyba zmieniłam się na lepsze? I to prawda. Ale przecież nie mnie to oceniać. Wiem tylko, że ten rok był cudowny - dzięki ludziom, z którymi mogłam go spędzić. Śmiejąc się, płacząc, rozwiązując miliony małych problemów, które dla mnie urastały do rangi ogromnych.
Radość. Łzy. Tradycyjnie.
Postanowienia? U mnie brak. Bo myślę, że lepiej jest zmieniać siebie na lepsze systematycznie, aniżeli podejmować jakieś postanowienia, które rozprysną się wraz z sylwestrowymi fajerwerkami.
A Wam po raz kolejny podziękuję, że wspierałyście mnie i mój (wciąż przecież) raczkujący blog. Blog, który założyłam w tym właśnie roku. W roku, w którym zaczęłam odkrywać moją pasję.
Życzę Wam więc, by Nowy Rok przyniósł mnóstwo radości i miłości, byście potrafiły bezboleśnie podnieść się z upadków. I byście wciąż mogły kultywować swoje pasje.
Kremowy sernik piernikowy
/od Dorotuś
Składniki na spód:
180 g ciastek digestive w gorzkiej czekoladzie, pokruszonych (u mnie herbatniki + kilka łyżeczek kakao)
50 g masła, roztopionego
50 g posiekanych drobno orzechów włoskich
1,5 łyżeczki przyprawy korzennej do piernika
Wszystkie składniki na spód wymieszać. Wcisnąć je w dno i boki tortownicy o średnicy 20 - 21 cm, wyłożonej uprzednio papierem do pieczenia. Odstawić do czasu przygotowania masy serowej.
Składniki na masę:
350 g twarogu śmietankowego, zmielonego przynajmniej dwukrotnie
250 g serka mascarpone
3 jajka
pół szklanki jasnego brązowego cukru (dałam zwykły)
pół szklanki golden syrupu (u mnie płynny miód)
1 szklanka śmietany kremówki
1 łyżka mąki pszennej
Wszystkie składniki zmiksować na gładką masę (białek nie oddzielamy od żółtek). Masę serową wylać na ciasteczkowy spód. Piec w temperaturze 180ºC przez około 60 minut. Wystudzić, włożyć na kilka godzin do lodówki, a najlepiej na całą noc.
Ja przed podaniem przystroiłam kwiatami z polewy czekoladowej.
Smacznego!
Przepis dołączam do świątecznej akcji Olgi Smile.
NA POCZĄTEK - O oliwce słów kilka
- Zaytoon
- Cynamon i oliwka to moja historia. Moje życie zamknięte pośród garści myśli i przepisów, które ukazują mój kulinarny rozwój i podróż przez życie z kuchnią w tle. W to, co robię, staram się wkładać mnóstwo emocji; kiedy gotuję, angażuję się w to całkowicie i mogę powiedzieć, że cała reszta świata się nie liczy. Zapominam się w ważeniu składników, ubijaniu białek i zagniataniu ciasta drożdżowego. Daję się unieść kojącemu ciepłu piekarnika i zapachowi domowego chleba na zakwasie, który wyszedł spod moich dłoni. A dlaczego to wszystko? Bo kocham to, co robię. Kocham eksperymentować, kocham podążać za sprawdzonymi recepturami i - przede wszystkim - uwielbiam smakować jedzenie.
czwartek, 31 grudnia 2009
środa, 30 grudnia 2009
Kawa piernikowa i o nudzie świątecznej słów kilka.
Wszyscy (no, prawie...) czekają na święta. Bez względu na wiek. Niektórzy pragną wypocząć, inni najchętniej czas spędzają na gorączkowych przygotowaniach. Co nie zmienia faktu, że dni wolne każdemu mogą się przysłużyć.
Pracujący tuż po świętach muszą wracać do pracy. A szkolący... Szkolący mogą się jeszcze pobyczyć. I chociaż z utęsknieniem, przemęczona i apatyczna oczekiwałam na ten czas wolny, teraz marzę, by znowu wrócić do normalności. Dnie spędzam czytając książki i oglądając bez końca Dr House`a i filmy, które czekały na mnie od dawien dawna. Głowa boli mnie już nie z niewyspania, a ze zbyt długiego snu.
Nuda. Nuda. Nuda.
Dopiero w takich chwilach człowiek odkrywa, jak dobrze jest mieć zajęcie. I obserwując Wasze blogi widzę, że nie tylko ja wychodzę z takiego założenia. Dużo lepiej czuję się, kiedy nie mam na nic czasu, a House`a oglądam późnym wieczorem, w biegu podczytując kilka stron książki.
Tylko od czasu do czasu dobrze jest zająć się nicnierobieniem, popijając pyszną kawę piernikową i podgryzając grzeszną kostkę czekolady.
Kawa piernikowa
/robiąca karierę w sieci; przeze mnie znaleziona u Cudawianki
Składniki (2 szklanki):
1 szklanka mleka
2 łyżki kakao
2 łyżeczki cukru
1/2-1 łyżeczki przyprawy do piernika (u mnie Gellwe - polecam!)
3/4 szklanki zaparzonej mocnej kawy
Ponadto:
śmietana kremówka ubita z cukrem pudrem
Mleko zagotować z kakao i cukrem, odstawić z gazu. Do garnuszka wlać świeżo zaparzoną kawę, dodać przyprawę do piernika; wymieszać dokładnie.
Podawać z bitą śmietaną.
Smacznego! :)
Korzystając z ostatnich chwil przepis dołączam do akcji Majki oraz Kuchni Świątecznej i Noworocznej Olgi Smile.
Pracujący tuż po świętach muszą wracać do pracy. A szkolący... Szkolący mogą się jeszcze pobyczyć. I chociaż z utęsknieniem, przemęczona i apatyczna oczekiwałam na ten czas wolny, teraz marzę, by znowu wrócić do normalności. Dnie spędzam czytając książki i oglądając bez końca Dr House`a i filmy, które czekały na mnie od dawien dawna. Głowa boli mnie już nie z niewyspania, a ze zbyt długiego snu.
Nuda. Nuda. Nuda.
Dopiero w takich chwilach człowiek odkrywa, jak dobrze jest mieć zajęcie. I obserwując Wasze blogi widzę, że nie tylko ja wychodzę z takiego założenia. Dużo lepiej czuję się, kiedy nie mam na nic czasu, a House`a oglądam późnym wieczorem, w biegu podczytując kilka stron książki.
Tylko od czasu do czasu dobrze jest zająć się nicnierobieniem, popijając pyszną kawę piernikową i podgryzając grzeszną kostkę czekolady.
Kawa piernikowa
/robiąca karierę w sieci; przeze mnie znaleziona u Cudawianki
Składniki (2 szklanki):
1 szklanka mleka
2 łyżki kakao
2 łyżeczki cukru
1/2-1 łyżeczki przyprawy do piernika (u mnie Gellwe - polecam!)
3/4 szklanki zaparzonej mocnej kawy
Ponadto:
śmietana kremówka ubita z cukrem pudrem
Mleko zagotować z kakao i cukrem, odstawić z gazu. Do garnuszka wlać świeżo zaparzoną kawę, dodać przyprawę do piernika; wymieszać dokładnie.
Podawać z bitą śmietaną.
Smacznego! :)
Korzystając z ostatnich chwil przepis dołączam do akcji Majki oraz Kuchni Świątecznej i Noworocznej Olgi Smile.
Etykiety:
napoje
środa, 23 grudnia 2009
Kutia. I życzenia.
To już mój ostatni przedświąteczny wpis. Dzisiaj wyjeżdżam. Wigilię spędzę zapewne w miłym, (prawie) rodzinnym gronie, przy stole suto zastawionym świątecznymi potrawami. Ale przecież nie to jest istotą Świąt. Bo dla mnie najważniejszą jest cudowna atmosfera i świadomość, że wszyscy ludzie jednoczą się w tej jednej jedynej chwili w roku. I nie ma lepszych czy gorszych. Wszyscy są sobie równi, kiedy śpiewają kolędy, modlą się. Bo przecież nieważne, czy na stole pojawi się dwanaście wytrawnych potraw, czy bułka z masłem. Ważne, żeby to przeżyć. Poczuć.
Szkoda tylko, że na ostatnią chwilę od świątecznej atmosfery odpadła wszechobecny śnieg i skrzypiący pod podeszwami butów mróz. To chyba jakieś fatum - od kilku lat nie było białej Wigilii...
Dziękuję Wam, że mogłam z Wami spędzić te chwile - tutaj, na blogu. Dziękuję, że mnie zaakceptowałyście - nową i taką, jaką jestem. Życzę Wam, aby Wasze Święta były cudowne - takie jakie sobie wymarzyłyście. Pełne pierniczków, makowców i innych słodkości. I żeby każde marzenie, nawet to najmniejsze, ukryte w najgłębszych czeluściach serca, się spełniło.
Wesołych Świąt!
Kutia
/inspirowana przepisami Atiny i z Kwestii Smaku
Składniki:
1 szklanka ziaren pszenicy
1 szklanka maku
jedna miseczka (taka jak na zupę) bakalii [u mnie płatki migdałów, orzechy włoskie i laskowe, kandyzowana skórka pomarańczy, rodzynki, daktyle i odrobinka słonecznika]
4 łyżki miodu
aromat migdałowy
1/4 łyżki cukru waniliowego (niekoniecznie)
Dzień wcześniej mak zalać gorącym gorącym mlekiem, a pszenicę wrzącą wodą i moczyć je przez całą noc. Następnego dnia odcedzić i zmielić mak w maszynce do mielenia (2 razy) lub innym podobnym urządzeniu. Pszenicę wypłukać w wodzie. Następnie zalać wodą i gotować do miękkości (3-4 godziny, ale moja zmiękła już po dwóch). Orzechy włoskie i laskowe drobno pokroić, rodzynki zalać gorącą wodą, moczyć je przez chwilę i odcedzić. Wszystkie składniki przełożyć do miski, dodać miód (jeżeli jest skrystalizowany, to go roztopić), cukier i kilka kropel aromatu; dokładnie wymieszać.
Kutię należy podawać schłodzoną.
Smacznego!
Przepis dołączam do świątecznej akcji Olgi Smile oraz Festiwalu (S)maku Nette.
Etykiety:
desery
wtorek, 15 grudnia 2009
Biały chleb na zakwasie
Nie lubię tworzyć wokół siebie iluzji. Nie lubię, kiedy inni postrzegają mnie za kogoś, kim nie jestem. Mam dość udawania, po prostu. Chyba czas się ujawnić... Widzicie - nie przyznałam się początkowo do swojego wieku, wspominając tylko, że jestem młodą nie-gospodynią. Czemu? Może bałam się, że nie zostanę przyjęta? Że nie będę traktowana poważnie? Nie wiem...
W każdym bądź razie do stania się prawdziwą "gospodynią" brakuje mi jeszcze kilku ładnych lat. Nie jestem dorosła. A moją rodzinę i znajome dziwi to, że kocham kuchnię, kocham piec, kocham gotować. Kocham zapach bułeczek wyciąganych wieczorami z piekarnika. Bułeczek, które wyszły spod mojej ręki. Bo koleżanki nie potrafią nawet ugotować pierogów. A jeżeli potrafią, to bez wątpienia nie lubią tego robić.
Oliwia, lat 15. Pyk! Bańka iluzji pękła.
Czy to coś zmienia? Mam nadzieję, że nie. Nie wiem tylko, jak powinnam zwracać się do Was w komentarzach. "Pani"?...
Przechodząc do sedna - dzisiaj chciałabym zaprezentować chleb, który upiekłam już jakiś czas temu. Mnie smakował wyśmienicie - tata stwierdził, że jest zbyt mało słony i pytał, czy na pewno o soli nie zapomniałam. Hmm... Nie, nie wydaje mi się.
Kiedy wyciągałam chleb z foremki, chcąc go jeszcze równomiernie dopiec wyszedł mi bo bokach ze skórki... Pyszna była. ;))
500 g mąki pszennej (najlepiej chlebowej, ale może być dowolna mąka pszenna)300 g wody8 g świeżych drożdży150 g zakwasu żytniego
W każdym bądź razie do stania się prawdziwą "gospodynią" brakuje mi jeszcze kilku ładnych lat. Nie jestem dorosła. A moją rodzinę i znajome dziwi to, że kocham kuchnię, kocham piec, kocham gotować. Kocham zapach bułeczek wyciąganych wieczorami z piekarnika. Bułeczek, które wyszły spod mojej ręki. Bo koleżanki nie potrafią nawet ugotować pierogów. A jeżeli potrafią, to bez wątpienia nie lubią tego robić.
Oliwia, lat 15. Pyk! Bańka iluzji pękła.
Czy to coś zmienia? Mam nadzieję, że nie. Nie wiem tylko, jak powinnam zwracać się do Was w komentarzach. "Pani"?...
Przechodząc do sedna - dzisiaj chciałabym zaprezentować chleb, który upiekłam już jakiś czas temu. Mnie smakował wyśmienicie - tata stwierdził, że jest zbyt mało słony i pytał, czy na pewno o soli nie zapomniałam. Hmm... Nie, nie wydaje mi się.
Kiedy wyciągałam chleb z foremki, chcąc go jeszcze równomiernie dopiec wyszedł mi bo bokach ze skórki... Pyszna była. ;))
Biały chleb na zakwasie
/jeżeli Autor(ka) rozpozna przepis, chętnie uzupełnię
Składniki:
1 płaska łyżeczka soli
Wszystkie składniki łączymy, najlepiej przy pomocy miksera. Ciasto powinno być dosyć gęste. Przykrywamy ściereczką i odstawiamy na 2 h.
Następnie przekładamy ciasto do keksówki (o pojemności 1 kg ) lub formujemy bochenek albo bułeczki. Spryskujemy olejem lub oliwą i posypujemy mąką. Odstawiamy do wyrośnięcia na 45-60 minut. Piekarnik nagrzewamy do temp. 210 st C i pieczemy chleb ok. 40 minut.
Smacznego! :)
Etykiety:
chleby,
na zakwasie,
o mnie,
pieczywo
niedziela, 13 grudnia 2009
Kanelbullar. Szwedzkie bułeczki cynamonowe - Weekendowa Piekarnia #55. Moja pierwsza.
W bitwie z pokusami póki co przegrywam. Ale nie ma się co dziwić, kiedy takie pyszności na stole. Co najśmieszniejsze - sama sobie zatruwam życie. Cóż... Wspominałam już, że kocham kulinaria. Smaki, zapachy, odkrywanie nowych krain.
Tym razem odwiedziłam Szwecję, wykorzystując ichniejsze bułeczki cynamonowe, zwane kannelbullar. Cudo! Najlepsza słodycz, jaką jadłam ostatnimi czasy. Ach! Poza tym chciałabym wspomnieć, że jest to moje pierwsze wspólne pieczenie z Weekendowymi Piekarkami. Planowałam wypróbować oba zaproponowane przez Polkę przepisy, ale zdecydowałam, że już wystarczająco kalorii miałam w ten weekend. Chleb upiekę na pewno - w najbliższej przyszłości. ;)
Bułeczki niestety nie wyszły mi zbyt piękne. Troszkę się rozlazły. W smaku to jednak nie zaszkodziło. Zdjęcia nawet w jednej tysięcznej nie oddają ich pyszności. Polecam gorąco! :)
Kanelbullar (Szwedzkie bułeczki cynamonowe)
/ cytuję za Polką
Z przepisu wychodzi ok 60 bułek! (Ja robiłam z połowy porcji, wyszło mi 20 większych)
Ciasto
50g świeżych drożdży
1/2 litra mleka "ciepłego na palec"
150-200g niesolonego masła o pokojowej temperaturze
1 decylitr cukru (100-120g)
malutka łyżeczka soli (na złamanie smaku)
1-2 łyżeczki mielonego lub utłuczonego w moździerzu kardamonu
14 decylitrow pszennej mąki dobrego gatunku (800-850g)
Nadzienie
200-300g masła (patrz wyżej)
1,5 decylitra cukru (150g)
4-6 łyżek cynamonu
Do posmarowania
jajka rozbeltane
perlowy cukier (nie miałam, użyłam zwykłego)
ew. lukier coby było bardziej świątecznie (przyp. Polki)
Rozpuścić drożdże w mleku z roztopionym masłem, dodać cukier, sól, kardamon i prawie całą mąkę - na wyczucie...
Wyrobić ciasto, aż się będzie błyszczało i będzie elastyczne.
Zostawić do wyrośnięcia na około 30-60 min (czasem mi się "zapomni" i ono sobie tak rośnie i rośnie.... )
Po wyrośnięciu delikatnie wyrobić, podzielić na dwie części, uformować w duże buły i dać im odpocząć minutkę lub dwie.
W międzyczasie wymieszać nadzienie.
Każdy kawałek ciasta rozwałkować na prostokąty z raczej prostymi brzegami :-)) (c:a 60X25 cm). Podnieść ciasto od czasu do czsu i podsypać maką -nie będzie sie kleilo do stolu.
Rozprowadzić nadzienie - po prostu posmarować każdy prostokąt tą cynamonową masą (im jej więcej tym lepsze buły).
Każdy z rulonów podzielić na 30 kawałków - czyli jak zwiniemy z tej długiej strony to około 2cm każdy kawałek powinien mieć.
Niech sobie teraz buły rosną pół godziny...
Piekarnik nagrzać do temp. 250 st.C.
Można "macnąć" bułę, jak się ciasto szybko podnosi to wyrosło dostatecznie.
Posmarować rozbełtanym jajem i posypać perłowym cukrem.
Piec około 5-8 min, ale zerkać na ciasto!
Niech sobie ciut przestygna pod ściereczką...
Smacznego!
Tym razem odwiedziłam Szwecję, wykorzystując ichniejsze bułeczki cynamonowe, zwane kannelbullar. Cudo! Najlepsza słodycz, jaką jadłam ostatnimi czasy. Ach! Poza tym chciałabym wspomnieć, że jest to moje pierwsze wspólne pieczenie z Weekendowymi Piekarkami. Planowałam wypróbować oba zaproponowane przez Polkę przepisy, ale zdecydowałam, że już wystarczająco kalorii miałam w ten weekend. Chleb upiekę na pewno - w najbliższej przyszłości. ;)
Bułeczki niestety nie wyszły mi zbyt piękne. Troszkę się rozlazły. W smaku to jednak nie zaszkodziło. Zdjęcia nawet w jednej tysięcznej nie oddają ich pyszności. Polecam gorąco! :)
Kanelbullar (Szwedzkie bułeczki cynamonowe)
/ cytuję za Polką
Z przepisu wychodzi ok 60 bułek! (Ja robiłam z połowy porcji, wyszło mi 20 większych)
Ciasto
50g świeżych drożdży
1/2 litra mleka "ciepłego na palec"
150-200g niesolonego masła o pokojowej temperaturze
1 decylitr cukru (100-120g)
malutka łyżeczka soli (na złamanie smaku)
1-2 łyżeczki mielonego lub utłuczonego w moździerzu kardamonu
14 decylitrow pszennej mąki dobrego gatunku (800-850g)
Nadzienie
200-300g masła (patrz wyżej)
1,5 decylitra cukru (150g)
4-6 łyżek cynamonu
Do posmarowania
jajka rozbeltane
perlowy cukier (nie miałam, użyłam zwykłego)
ew. lukier coby było bardziej świątecznie (przyp. Polki)
Rozpuścić drożdże w mleku z roztopionym masłem, dodać cukier, sól, kardamon i prawie całą mąkę - na wyczucie...
Wyrobić ciasto, aż się będzie błyszczało i będzie elastyczne.
Zostawić do wyrośnięcia na około 30-60 min (czasem mi się "zapomni" i ono sobie tak rośnie i rośnie.... )
Po wyrośnięciu delikatnie wyrobić, podzielić na dwie części, uformować w duże buły i dać im odpocząć minutkę lub dwie.
W międzyczasie wymieszać nadzienie.
Każdy kawałek ciasta rozwałkować na prostokąty z raczej prostymi brzegami :-)) (c:a 60X25 cm). Podnieść ciasto od czasu do czsu i podsypać maką -nie będzie sie kleilo do stolu.
Rozprowadzić nadzienie - po prostu posmarować każdy prostokąt tą cynamonową masą (im jej więcej tym lepsze buły).
Każdy z rulonów podzielić na 30 kawałków - czyli jak zwiniemy z tej długiej strony to około 2cm każdy kawałek powinien mieć.
Niech sobie teraz buły rosną pół godziny...
Piekarnik nagrzać do temp. 250 st.C.
Można "macnąć" bułę, jak się ciasto szybko podnosi to wyrosło dostatecznie.
Posmarować rozbełtanym jajem i posypać perłowym cukrem.
Piec około 5-8 min, ale zerkać na ciasto!
Niech sobie ciut przestygna pod ściereczką...
Smacznego!
Etykiety:
bułki i bułeczki,
pieczywo,
wspólne pieczenie
czwartek, 10 grudnia 2009
Razowe scones z miodem
Niestety - nie należę do osób, które potrafią po jednej malutkiej bułeczce, jednym ciasteczku czy jednym kawałeczku ciasta powiedzieć sobie dość. Nie umiem skończyć na jednej kromce świeżo upieczonego chleba. Jedząc jedno danie - marzę, co pysznego zrobię sobie w najbliższym czasie. Nie, nie chodzi o to, że jestem gruba, bo nie jestem (a! i do osób bardziej puszystych broń bór nic nie mam. znam takich wiele i zazwyczaj są to osoby bardzo sympatyczne!) - po prostu czasem nie potrafię sobie odmówić więcej przyjemności i mam wyrzuty sumienia. Swoją własną głupotą doprowadziłam mój organizm do tego, że na każdą ponadprogramową porcję jedzenia reaguje plusem na wadze.
A ja kocham jedzenie - jego niepowtarzalny smak, aromat, przyjemność wynikającą z przygotowywania go... Myślę sobie więc czasem, że chciałabym móc jeść. Jeść i nie tyć. Bez ograniczeń. Ale wtedy przypomina mi się scena z filmu Ale jazda! (Interstate 60). Film może i chaotyczny, może czasem nie do końca wiadomo o co w ogóle chodzi, ale według mnie zawiera w sobie dosyć wiele mądrych przesłań. Tutaj o czym film ogólnie traktuje. W każdym bądź razie podczas jednego z epizodów główny bohater spotyka w knajpie podstarzałego dziadka. Ów dziadek wpycha w siebie ogromne porcje jedzenia. Bo może. Bo je, ale nigdy, od dziesiątek lat, nie zaspokaja uczucia głodu.
I myślicie, że jedzenia sprawia mu przyjemność...?
W kwestii jedzenia zaś, zaprezentuję dzisiaj scones`y. Widziałam je już na wielu blogach i dosyć mocno mnie kusiły - zdecydowałam się więc je wypróbować. Wybrałam przepis Doroty z Moich wypieków - razowe scones z miodem. Szczerze? Nie zachwyciły nas. Takie trochę... niezdecydowane. Ni to słodkie, ni to niesłodkie... Ale może taka już ich uroda? Nie mówię, że są złe - w połączeniu z miodem lub maczane w cieplutkim mleku smakują całkiem ok! Poza tym mąka razowa sprawia, że są bardzo zdrowe.
Myślę jednak, że w najbliższym czasie nie powtórzę. :)
Razowe scones z miodem
/cytuję za Dorotą
Składniki (ok. 15 bułeczek):
2 szklanki (300 g) mąki pszennej
1 szklanka (160 g) mąki razowej
1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
1,5 łyżeczki sody oczyszczonej
pół łyżeczki cynamonu
20 g masła
1/4 szklanki (60 ml) płynnego miodu
około 1 szklanki (250 ml) mleka
Wymieszać suche składniki, dodać masło, miód i mleko, szybko wyrobić. Masa powinna być gładka, może się kleić.
Podsypując mąką rozwałkować na grubość 2 cm i wycinać kółka o średnicy około 5,5 cm (szklanką lub foremką do ciastek o ostrych krawędziach).
Piec w temperaturze 220ºC przez około 20 minut
Smacznego!
A ja kocham jedzenie - jego niepowtarzalny smak, aromat, przyjemność wynikającą z przygotowywania go... Myślę sobie więc czasem, że chciałabym móc jeść. Jeść i nie tyć. Bez ograniczeń. Ale wtedy przypomina mi się scena z filmu Ale jazda! (Interstate 60). Film może i chaotyczny, może czasem nie do końca wiadomo o co w ogóle chodzi, ale według mnie zawiera w sobie dosyć wiele mądrych przesłań. Tutaj o czym film ogólnie traktuje. W każdym bądź razie podczas jednego z epizodów główny bohater spotyka w knajpie podstarzałego dziadka. Ów dziadek wpycha w siebie ogromne porcje jedzenia. Bo może. Bo je, ale nigdy, od dziesiątek lat, nie zaspokaja uczucia głodu.
I myślicie, że jedzenia sprawia mu przyjemność...?
W kwestii jedzenia zaś, zaprezentuję dzisiaj scones`y. Widziałam je już na wielu blogach i dosyć mocno mnie kusiły - zdecydowałam się więc je wypróbować. Wybrałam przepis Doroty z Moich wypieków - razowe scones z miodem. Szczerze? Nie zachwyciły nas. Takie trochę... niezdecydowane. Ni to słodkie, ni to niesłodkie... Ale może taka już ich uroda? Nie mówię, że są złe - w połączeniu z miodem lub maczane w cieplutkim mleku smakują całkiem ok! Poza tym mąka razowa sprawia, że są bardzo zdrowe.
Myślę jednak, że w najbliższym czasie nie powtórzę. :)
Razowe scones z miodem
/cytuję za Dorotą
Składniki (ok. 15 bułeczek):
2 szklanki (300 g) mąki pszennej
1 szklanka (160 g) mąki razowej
1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
1,5 łyżeczki sody oczyszczonej
pół łyżeczki cynamonu
20 g masła
1/4 szklanki (60 ml) płynnego miodu
około 1 szklanki (250 ml) mleka
Wymieszać suche składniki, dodać masło, miód i mleko, szybko wyrobić. Masa powinna być gładka, może się kleić.
Podsypując mąką rozwałkować na grubość 2 cm i wycinać kółka o średnicy około 5,5 cm (szklanką lub foremką do ciastek o ostrych krawędziach).
Piec w temperaturze 220ºC przez około 20 minut
Smacznego!
Etykiety:
bułki i bułeczki,
pieczywo
wtorek, 8 grudnia 2009
...uczone są łososie w pomidorowym sosie...
Pamiętacie swoje ulubione bajki czy też wierszyki z dzieciństwa? Piękne to były chwile, kiedy tata siadał na skraju mojego łóżka i tuż przed snem czytał. Przenosiłam się do innego świata pełnego księżniczek, wróżek, ale i potworów. Szkoda, że teraz dzieciom czyta się coraz rzadziej, a żeby do wspólnej lektury zachęcić, trzeba organizować telewizyjne akcje. I jak tu się dziwić, że wyrasta nam pokolenie a'la analfabetów, które czytają jedynie to, co im podsunie komputer...?
Wracając jednak - bez wątpienia był czas, kiedy do znudzenia wręcz powtarzałam Na wyspach Bergamutach - i w jednym z fragmentów tego jakże przyjemnego wierszyka występują łososie. W pomidorowym sosie. U mnie niedawno pojawiły się również - z tą tylko różnicą, że mój sos był koperkowy. ;)
Łosoś w sosie koperkowym
/od Trufli
Składniki (4 osoby):
Podsmażone filety polać sosem. Ja podałam z sałatką z selera i serem brie.
Smacznego!
Wracając jednak - bez wątpienia był czas, kiedy do znudzenia wręcz powtarzałam Na wyspach Bergamutach - i w jednym z fragmentów tego jakże przyjemnego wierszyka występują łososie. W pomidorowym sosie. U mnie niedawno pojawiły się również - z tą tylko różnicą, że mój sos był koperkowy. ;)
Łosoś w sosie koperkowym
/od Trufli
Składniki (4 osoby):
- 4 filety łososia (u mnie dzwonka)
- 1/2 szklanki śmietany 18% (u mnie 2/3 kefiru + 1/3 śmietany)
- sól
- pieprz w ziarnach
- 2 ząbki czosnku
- 3 łyżki posiekanego koperku (u mnie mrożony)
- tłuszcz do wysmarowania patelni
Filety łososia natrzeć solą i rozgniecionym pieprzem. Odstawić na około 30 minut. Patelnię teflonową rozgrzać, wysmarować tłuszczem, włożyć filety. Przesmażyć z dwóch stron.
Do śmietany dodać przeciśnięty czosnek, posiekany koperek, odrobinę soli i pieprz do smaku. Wszystko razem wymieszać.
Smacznego!
Etykiety:
obiadowo
niedziela, 6 grudnia 2009
Pierniczenie.
Czekałam, czekałam - i się doczekałam. Teraz czuję już całą sobą, że święta się zbliżają. Ciasto stało na balkonie miesiąc. Nie przeczę - bałam się, czy na pewno nic mu się nie stanie. Ale nie! Wytrwało - i tak oto spod moim dłoni wyszła w weekend armia choinek, serduszek, dzwoneczków i wszelkich innych kształtów, które trafią do rączek łakomczuchów i na choinkę. Co prawda to dopiero pierwsza partia - na więcej nie miałam siły. Ale póki co mogę powiedzieć jedno - gorąco polecam!
Tym przepisem przyłączam się do Festiwalu Pierniczków zorganizowanego przez Maltę oraz Kuchni Świątecznej i Noworocznej Olgi Smile.
Tym przepisem przyłączam się do Festiwalu Pierniczków zorganizowanego przez Maltę oraz Kuchni Świątecznej i Noworocznej Olgi Smile.
Pierniczki przedwojenne
/od Grabiszki
Składniki (dużo, bardzo dużo pierniczków):
- 1 kg mąki
- 1/2 litra miodu (najlepiej wielokwiatowy)
- 2 szklanki cukru (dałam 1,5)
- 1 kostka smalcu (u mnie masło pół na pół z margaryną)
- 1/2 szklanki mleka
- 3 płaskie łyżeczki sody oczyszczonej (z braku sody - proszek do pieczenia)
- 3 jajka
- szczypta soli
- przyprawy "piernikowe" - pół szklanki
W dużym rondlu na małym ogniu rozpuszczamy miód, smalec i cukier na jednolitą masę. Odstawiamy do ostygnięcia (temperatura pozwalająca na wymieszanie masy rękoma bez poparzenia się). Do chłodnej masy dodajemy mieszając i ugniatając rękami: mąkę, jajka, sól, sodę rozpuszczoną w letnim mleku, przyprawy (do gotowej mieszanki przypraw dodajemy pozostałe tak, by wszystkich było pół szklanki). Zagniatamy na jednolitą masę, odklejamy ręce, po czym miskę przykrywamy ściereczką, owijamy folią spożywczą (ale nie całkiem szczelnie) i stawiamy w chłodnym miejscu (balkon, lodówka) na 4-5 tygodni.
- 1/2 litra miodu (najlepiej wielokwiatowy)
- 2 szklanki cukru (dałam 1,5)
- 1 kostka smalcu (u mnie masło pół na pół z margaryną)
- 1/2 szklanki mleka
- 3 płaskie łyżeczki sody oczyszczonej (z braku sody - proszek do pieczenia)
- 3 jajka
- szczypta soli
- przyprawy "piernikowe" - pół szklanki
W dużym rondlu na małym ogniu rozpuszczamy miód, smalec i cukier na jednolitą masę. Odstawiamy do ostygnięcia (temperatura pozwalająca na wymieszanie masy rękoma bez poparzenia się). Do chłodnej masy dodajemy mieszając i ugniatając rękami: mąkę, jajka, sól, sodę rozpuszczoną w letnim mleku, przyprawy (do gotowej mieszanki przypraw dodajemy pozostałe tak, by wszystkich było pół szklanki). Zagniatamy na jednolitą masę, odklejamy ręce, po czym miskę przykrywamy ściereczką, owijamy folią spożywczą (ale nie całkiem szczelnie) i stawiamy w chłodnym miejscu (balkon, lodówka) na 4-5 tygodni.
Na 3 tygodnie przed świętami wyciągamy ciasto, po kawałku wałkujemy (niezbyt cienko, bo będzie twarde)na podsypanym mąką blacie (czynność tą powtarzamy cyklicznie) i wycinamy fantazyjne wzory. Przekładamy ciasteczka na blachy wyłożone papierem do pieczenia i wstawiamy do nagrzanego do 180 stopni C piekarnika na 10-15 minut do zarumienienia. Wyjmujemy i czekamy aż przestygną. Gotowe ciasteczka przekładamy do szczelnych słojów, kartonów lub puszek. Każdą warstwę delikatnie skraplamy wodą.
Tuż przed samą Wigilią ozdabiamy wg. uznania. :)
Etykiety:
ciasteczka
piątek, 4 grudnia 2009
Chleb. Francuski, wiejski.
Tak się złożyło, że w tym samym czasie co Tatter, upiekłam bardzo podobny chleb. Na ukazanie się na blogu czekał od niedzieli. Nie znaczy to wcale, że nie jest wart wypróbowania! Wręcz przeciwnie - smakuje przepysznie. Sama wcięłam prawie połowę! (Tak, tak. Chlebom i wszelkimi innymi pysznym wypiekom nie potrafię się oprzeć.)
Nie pozostaje mi nic innego, jak po prostu gorąco, gorąco polecić.
Nie pozostaje mi nic innego, jak po prostu gorąco, gorąco polecić.
Francuski chleb wiejski
Składniki na zaczyn 270g:
- 30g zakwasu
- 140g mąki pszennej
- 10g mąki żytniej
- 90g wody
Składniki na ciasto chlebowe 1700g:
- 800g mąki pszennej
- 50g mąki żytniej
- 450g wody
- 1 łyżka soli
- 270g zaczynu jw.
Z tej ilości składników wychodzi ogromny, wiejski bochen (ja podzieliłam ciasto na dwie części). Aby otrzymać mniejszy można składniki podzielić na pół, pamiętając jednak, że do zakwaszenia zaczynu potrzebne jest zawsze nie mniej niż 2 łyżki zakwasu (20-25g).
1. Składniki zaczynu wymieszać, odstawić przykryte na 12-14 godzin (u mnie stał ok. 15h) w temperaturze pokojowej.
2. Następnego dnia wymieszać mąkę z wodą do całkowitego połączenia składników. Odstawić w przykrytej misce na ok. 1 godzinę.
3. Dodać sól, jeszcze raz krótko zagnieść i połączyć z zaczynem. Zagniatać przez kilka minut, ewentualnie skorygować jeszcze ilość mąki lub wody; ciasto powinno być średnio ścisłe.
4. Ciasto powinno odpoczywać przykryte ok. 2 do 2,5 godzin. W trakcie odpoczynku, kilkakrotnie w odstępach czasowych co ok. 60 minut należy je odgazować, aby uzyskać gładką i równą powierzchnię. W tym celu rozpłaszczamy kulę ciasta lekko uderzając w jego powierzchnię, następnie z każdej strony zawijamy na szerokość ok. 1/3 płat ciasta do środka . W ten sposób napinamy dolną część, która potem będzie tworzyła wierzch bochenka.
5. Uformować jeden duży bochenek (bądź dwa małe), posługując się metodą zawijania jak wyżej, tak aby uzyskać gładką powierzchnię chleba, wkładamy go delikatnie (zlepieniem do góry) do koszyka do wyrastania. Czas wyrastania ok. 2 do 2,5 godzin w temperaturze pokojowej. W chłodzie (10 st .C.) można ten czas przedłużyć do 8 godzin, w lodówce (ok. 6 st .C.) do 18 godzin.
6. Przed włożeniem do pieca zalecana jest próba, czy chleb jest dobrze wyrośnięty. Kiedy po naciśnięciu palcem ciasto wraca natychmiast do pierwotnego kształtu jest jeszcze za wcześnie; gdy potrzebuje trochę czasu zanim wyrówna się jego powierzchnia jest gotowe do pieczenia.
7. Chleb wyjąć, delikatnie odwrócić, kilkakrotnie naciąć. Piec w lekko naparowanym piekarniku w temperaturze 240 st .C. około 35-45 minut.
Smacznego!
Etykiety:
chleby,
na zakwasie,
pieczywo
czwartek, 3 grudnia 2009
Bułeczki z hotelu Parker House w Bostonie
Ostatnimi czasy dni mijają mi bardzo szybko. Ani się oglądnę - już zastaje mnie weekend. Może to kwestia rutyny i tego, że praktycznie każdy dzień wygląda tak samo...?
Na osłodę grudniowych szarości, które od pewnego czasu zastępują cudną biel (co zaobserwowała już Ania z bloga Strawberries from Poland), proponuję pyszne, maślane bułeczki z bostońskiego hotelu Parker House. Upiekłam dwie keksówki - zniknęły w mgnieniu oka. Nie przeczę - sama miałam w tym spory udział. Po prostu pychota!
Bułeczki z hotelu Parker House w Bostonie
/znalezione u Dorotuś, w oryginale Mirabelki
Składniki:
- 10 g świeżych drożdży
- 175 ml letniego mleka
- 30 g płynnego masła
- 1 łyżka cukru
- 1 jajko
- 280 g mąki pszennej
- 1 łyżeczka soli
Dodatkowo:
15 g płynnego masła do posmarowania (pominęłam)
Drożdże rozpuścić w połowie mleka, odczekać 5 minut. Resztę mleka rozmieszać z 30 g masła, cukrem i jajkiem. Mąkę wymieszać z solą, dodać rozpuszczone drożdże i resztę składników. Zagniatać, aż powstanie gładkie, miękkie i elastyczne ciasto (może się okazać, że trzeba dosypać mąki). Odstawić do wyrośnięcia na 1,5 h (do podwojenia objętości).
Ciasto rozwałkować na prostokąt o wymiarach 20 x 40 cm. Prostokąt pociąć na 4 paski o szerokości około 5 cm. Każdy z pasków podzielić na 4 części. Powstanie 16 małych prostokątów. Powierzchnię każdego posmarować płynnym masłem, złożyć na pół posmarowaną powierzchnią do środka, ale nie całkiem dokładnie, lecz tak, by na powierzchni odstawał kawałek około 1 cm (ja się pomyliłam i zwijałam "ruloniki").
Kawałki układać na blaszce dość luźno jeden za drugim, opierając następny na tym wysuniętym 1 cm. Przykryć ściereczką i pozostawić do wyrośnięcia jeszcze na 30 minut. Całość posmarować masłem.
Piec 15 - 20 minut w piekarniku rozgrzanym do 220ºC.
Smacznego!
Na osłodę grudniowych szarości, które od pewnego czasu zastępują cudną biel (co zaobserwowała już Ania z bloga Strawberries from Poland), proponuję pyszne, maślane bułeczki z bostońskiego hotelu Parker House. Upiekłam dwie keksówki - zniknęły w mgnieniu oka. Nie przeczę - sama miałam w tym spory udział. Po prostu pychota!
Bułeczki z hotelu Parker House w Bostonie
/znalezione u Dorotuś, w oryginale Mirabelki
Składniki:
- 10 g świeżych drożdży
- 175 ml letniego mleka
- 30 g płynnego masła
- 1 łyżka cukru
- 1 jajko
- 280 g mąki pszennej
- 1 łyżeczka soli
Dodatkowo:
15 g płynnego masła do posmarowania (pominęłam)
Drożdże rozpuścić w połowie mleka, odczekać 5 minut. Resztę mleka rozmieszać z 30 g masła, cukrem i jajkiem. Mąkę wymieszać z solą, dodać rozpuszczone drożdże i resztę składników. Zagniatać, aż powstanie gładkie, miękkie i elastyczne ciasto (może się okazać, że trzeba dosypać mąki). Odstawić do wyrośnięcia na 1,5 h (do podwojenia objętości).
Ciasto rozwałkować na prostokąt o wymiarach 20 x 40 cm. Prostokąt pociąć na 4 paski o szerokości około 5 cm. Każdy z pasków podzielić na 4 części. Powstanie 16 małych prostokątów. Powierzchnię każdego posmarować płynnym masłem, złożyć na pół posmarowaną powierzchnią do środka, ale nie całkiem dokładnie, lecz tak, by na powierzchni odstawał kawałek około 1 cm (ja się pomyliłam i zwijałam "ruloniki").
Kawałki układać na blaszce dość luźno jeden za drugim, opierając następny na tym wysuniętym 1 cm. Przykryć ściereczką i pozostawić do wyrośnięcia jeszcze na 30 minut. Całość posmarować masłem.
Piec 15 - 20 minut w piekarniku rozgrzanym do 220ºC.
Smacznego!
Etykiety:
bułki i bułeczki,
na drożdżach,
pieczywo
Subskrybuj:
Posty (Atom)

















