I właśnie wraz z tym rozwojem przyszła nowa fala - wyrobów smakopodobnych. Przecież jeszcze kilkadziesiąt lat temu nikt nie używał powszechnie sztucznych aromatów, sztucznych barwników, konserwantów, o których działaniu na dłuższą metę nie mamy pojęcia. Wszystko to nowe. Nowe!
Niedawno przypomniał mi się zakład, jaki kilka lat temu poczyniłam z tatą. Uparcie twierdziłam, że to, co sprzedają w marketach jest cukrem waniliowym. Dopiero on uświadomił mi, że to bzdura. Bo przecież wanilii szukać w nim ze świeczką. Wanilina. Ot i cała tajemnica. Sprytny chwyt marketingowy. Bo jeśli się dokładnie nie wczytasz... Tylko w wybranych sklepach znajdują się te prawdziwe, nie oszukane.
Ta sama zasada dotyczy serków. I wszystkiego po prostu. W jogurcie z owocami odnajdziemy ich 3% (ha! czasem nawet nie...) - reszta to sztuczne aromaty, sztuczne barwniki.
Sztuczny świat.
Co prawda niedawno pojawiła się moda na niesłodzenie soków, nie dodawanie glutaminianu sodu i ogólnie unikanie wszelakich sztuczności. Ale to przecież bzdura! Bo zamiast cukru dodaje się teraz słodziki ukryte pod mądrymi nazwami, które nie wszyscy rozumieją, a zamiast glutaminianu używa się innych ulepszaczy. Jeżeli chcemy wypić zdrowy sok, musimy wycisnąć go sobie sami. Jeśli chcemy zdrowej żywności, musimy wybrać się do sklepu ekologicznego.
A i to nie zawsze prawda...
Zastanawiam się czasem, jak długo potrwa to oszukiwanie nas, szarych konsumentów. A może po prostu nie ma już innego wyjścia?
A może chcąc jeść naprawdę zdrowo, musimy wszystko przygotowywać sami?...
Sałatka jarzynowa inaczej
/pod impulsem, który nadszedł od Szarlotka
Składniki:
2 spore marchewki
400g kukurydzy (puszka)
400g groszku zielonego (puszka)
5-7 ogórków konserwowych
¼ l rosołu warzywnego
2 łyżki oleju
300g maślanki
sól, pieprz do smaku (ja dałam jeszcze przyprawę do sałatek)
4 łyżki żelatyny spożywczej
Umytą i oczyszczoną marchew pokroić w kostkę. Krótko przesmażyć na rozgrzanym w rondlu oleju. Dodać pozostałe warzywa, zalać wywarem i dusić pod przykryciem 5 minut. Namoczyć żelatynę w odrobinie wody a następnie dodać trochę rosołu i ją rozpuścić. Do maślanki dodać chłodny rosół. Wymieszać. Formę (u mnie keksówka 31x9cm i dwie foremki jak na zdjęciu) wyłożyć folią spożywczą i ułożyć warzywa. Zalać galaretką. Pozostawić na kilka godzin do stężenia. Kroić w plastry i podawać z dowolnym sosem vinaigrette.
Smacznego!
Całą akcję świąteczną Olgi Smile przeżyłam na słodko - więc uznałam, że na zakończenie przydałby się jakiś bardziej wytrawny akcent. Muszę przyznać, że to całkiem efektowny pomysł na sałatkę. Mama zdecydowała, żeby posmarować ją majonezem (fanatyczka...), ja jadłam samodzielnie. W obu wydaniach smaczna - chociaż szczerze przyznam, że M. nie był w stanie się do niej przemóc, więc zjedliśmy ją we trójkę. Niemniej polecam.
Poza tym myślę, że sałatka idealnie wpisuje się w klimat karnawałowej imprezy, tym samym bierze udział w akcji Karnawałowe Przekąski Olciaky.




co do cukru - miałam to samo! jakoś oczy zawsze czytały "cukier WANILIOWY". :]
OdpowiedzUsuńa sałatka przypomina deser. ;))fajnie się prezentuje.
Z tym zdrowym odżywianiem to też niestety trzeba uważać - właśnie niedawno nazwano kolejne po bulimii i anoreksji zaburzenie związane z jedzeniem - zwie się ortoreksją, czyli patologiczną obsesją na punkcie właściwego odżywiania...
OdpowiedzUsuńFajna sałatka, bardzo mi się podoba :) I na pewno pyszna, lubię warzywne sałatki:)
OdpowiedzUsuńpozdrawiam!:)
Ja za warzywnymi sałatkami akurat nie przepadam, ale podziwiam umiejętność podejścia do ogranego tematu w nowy sposób.
OdpowiedzUsuńA z tą sztucznością, to chyba nie ma rady i dopóki nie znajdziemy sobie męża-milionera (majątku można się oczywiście dorobić samemu, ale wymaga to trochę więcej zachodu), to o wielu produktach z nalepką "naturalne" i "ekologiczne", można zapomnieć. Tak, wiem, że lepsze, ale co z tego, kiedy nie wszystkie pieniądze mogę przejeść. Póki co, zupek chińskich raczej unikam (chociaż znam osoby całkiem kulinarnie wybredne, które jednak właśnie za nimi przepadają), chipsów nie lubię, ale warzywa kupuję w supermarkecie, wcale nie dlatego że taniej niż na targu albo w warzywniaku (bo przekonałam się, że wcale nie), ale dlatego, że mam po drodze. A jeśli chodzi o cukier wanilinowy, to chociaż w chwilach absolutnego puryzmu się wzdrygam, to na co dzień jest wystarczający.
Pozdrawiam :)
Sałatkę jarzynową u-wiel-biam! Tylko niekoniecznie w postaci "super stałej"... ale i taką bym pewnie polubiła :)
OdpowiedzUsuńDziękuje za udział w Akcji "Festiwal (s)maku"! :D
Ciekawy pomysl na salatke. Moze kiedys sie skusze :)
OdpowiedzUsuńCo do tych wszystkich ulepszaczy... Nie da sie ich niestety uniknac. Tak juz jest skonstruowany nasz swiat :) Zdrowe odzywianie to ogromny plus ale mysle, ze nie mozna dac sie zwariowac (ani w jedna, ani w druga strone).
Wyroby smakopodobne? Nie! Protestuję, to nie dla mnie!
OdpowiedzUsuńBardzo interesujący blog.
Pozdrawiam.
AlternatywnyBlog JBS.
http://alternatywnyblog.blog.interia.pl
Cukrowa wróżko przypuszczam, przypuszczam, że nie tylko ja miałam ten problem. To się chyba robi machinalnie. ;)
OdpowiedzUsuńManioczytania w żadnym wypadku nie popadam w żadną przesadę - aż tak źle ze mną nie jest. Po prostu lubię zwracać uwagę na takie sprawy...
Majanko dzięki! I gorąco polecam. :)
Karolino ja (niestety) też nie mam wyboru i zazwyczaj muszę raczyć się żywnością supermarketową - szczególnie, że ów mieści się naprzeciw mojego domu, a na targ musiałabym przejść prawie całe miasto... Poza tym czasem zastanawiam się, czy ta żywność eko jest naprawdę zdrowsza. BTW - na własne oczy widziałam, jak ekspedientka takowego sklepu zeskrobywała pleśń z pietruszki... Zależy gdzie się trafi.
A że póki co nie zapowiada się na męża milionera, ani jakiegokolwiek męża (;)), to jestem skazana na cukier wanilinowy. Który swoją drogą bardzo lubię. ;)
Nette czasem, a nawet częściej, warto się skusić na małe szaleństwa.
A udział w Festiwalu był czystą przyjemnością. ;)
Majko masz rację. Ale naprawdę żałuję, że tak musi być. Może kiedyś, kiedyś, wszystko się zmieni na lepsze? ...albo na gorsze...
Anonimie dziękuję!
A ja niestety nie jestem w stanie być aż tak ortodoksyjna w stosunku do takich wyrobów. :)
Pozdrawiam!
Jestem zwolennikiem takich sałatek inaczej, bo po prostu lubię :)Niestety z każdej strony jesteśmy atakowani przez smako-podobne i sztucznie aromatyzowane pseudo smakołyki.
OdpowiedzUsuńNiestety żyjemy w świecie gdzie liczy się ilość, a nie jakość. Okropność. Ale dobrze, że są takie osoby jak Ty świadome i zwracające uwagę na to co złe. Super post!
OdpowiedzUsuńPozdarwiam,
e.
Szarlotku i bardzo dobrze, że jesteś zwolenniczką! Bo gdyby nie to, to nigdy byś mnie nie zainspirowała do zrobienia tej! ;)
OdpowiedzUsuńPolko też nad tym ubolewam. Tyle tylko, że niestety nie mamy na to większego wpływu, a i ja, choć zwracam uwagę, to nie jestem w stanie jeść w pełni "zdrowo"...
Pozdrawiam!