NA POCZĄTEK - O oliwce słów kilka

Moje zdjęcie
Cynamon i oliwka to moja historia. Moje życie zamknięte pośród garści myśli i przepisów, które ukazują mój kulinarny rozwój i podróż przez życie z kuchnią w tle. W to, co robię, staram się wkładać mnóstwo emocji; kiedy gotuję, angażuję się w to całkowicie i mogę powiedzieć, że cała reszta świata się nie liczy. Zapominam się w ważeniu składników, ubijaniu białek i zagniataniu ciasta drożdżowego. Daję się unieść kojącemu ciepłu piekarnika i zapachowi domowego chleba na zakwasie, który wyszedł spod moich dłoni. A dlaczego to wszystko? Bo kocham to, co robię. Kocham eksperymentować, kocham podążać za sprawdzonymi recepturami i - przede wszystkim - uwielbiam smakować jedzenie.

czwartek, 12 sierpnia 2010

Domowy majonez i fala półproduktów.

Wciąż coraz bardziej zasypywani jesteśmy falą półproduktów. Tak właściwie, to teraz możemy kupić absolutnie wszystko gotowe. Nie masz czasu przygotować śniadania? Proszę bardzo! Czosnkowa bagietka "tylko do podgrzania" czeka na ciebie na sklepowych półkach. Obiad? Żaden problem! Zupy w proszku, zupy w kartonikach... Wlej wrzątek albo podgotuj kilka minut. A na drugie wolisz włoską lazanię, czy może polsko brzmiącego kurczaka w grillowej marynacie, które to wystarczy wrzucić na kilka minut do piekarnika? W kwestii kolacji - pizze, sałatki, spaghetti "cztery sery" w kubeczku - wystarczy zalać wodą! W międzyczasie, na deser, skosztuj pysznego ciasta z pudełka albo hermetycznie zapakowanej drożdżówki. Majonezy, sałatkowe sosy... wszystko, co kiedyś przygotowywało się samemu, teraz stoi na wyciągnięcie ręki i wystarczy tylko po to sięgnąć, nie trudząc się niezmiernie czaso- i pracochłonnym przygotowywaniem.

W dobie pospiechu wszystko podsuwane nam jest pod nos, by przypadkiem nie tracić czasu i nie narazić trudności, które moglibyśmy napotkać w kuchni. Gotowe półprodukty. Pokolenie konsumentów, które patrzy na jakość, a na ilość i krótki czas przygotowywania. To smutne - bo wydaje mi się, że z każdą chwilą schodzimy na coraz to gorsze tory, sięgając po półprodukty z dużo większą częstotliwością niż jeszcze kilka lat temu. Zapominamy o prawdziwych smakach i przyjemnościach, które mogą płynąć z chwil spędzanych w kuchni.

Tak właściwie po części rozumiem cały ten fenomen - zapracowanemu, zestresowanemu społeczeństwu wydaje się, że w pogoni za karierą i pieniędzmi nie ma czasu na spędzenie kilku dłuższych chwil w kuchni po to, by, na choćby jeden posiłek, uraczyć się czymś wartościowym i smacznym; czymś w rodzaju comfort foodu, odskoczni od codzienności i stresów. Szkoda...

Najgorsze jest to, że ów fenomen dotarł po części do mojego domu - na szczęście z produktów typu "danie w 5 minut" nie korzystamy praktycznie wcale, ale kiedy wpadłam na pomysł przygotowania domowego majonezu, Rodzina określiła to mianem "straty czasu i produktów" - wszak w sklepie można kupić gotowy i w pełni zadowalający podniebienia; podobnie z resztą jest z domowo pieczonym chlebem, ale o tym szkoda nawet cokolwiek pisać. Najbardziej smucący jest fakt, iż nawet po owego majonezu przygotowaniu orzeczono, że ten sklepowy smakuje lepiej i nie ma sensu trudzić się w domu. No cóż...

Majonez na żółtkach 
/przepis mamy Poli, znaleziony w starym wydaniu "Poradnika Domowego" lub "Kuchni" 


Składniki (wszystkie powinny mieć temperaturę pokojową):
2 żółtka jaja
1 łyżeczka musztardy Dijon
1/2 - 3/4 łyżeczki soli (radzę dodać nawet mniej)
odrobina świeżo mielonego czarnego pieprzu
250 ml oleju z migdałów
1 łyżeczka soku z cytryny
1 łyżka ciepłej przegotowanej wody


Żółtka ubijamy z musztardą, szczyptą pieprzu i solą mikserem na najniższych obrotach (do połączenia się składników).

Teraz będzie najważniejszy etap - nie przerywając ubijania do żółtek dodajemy po JEDNEJ kropli oleju dodając kolejną dopiero wtedy, gdy poprzednia zostanie wchłonięta przez żółtka. Gdy żółtka zaczną gęstnięć, dodajemy sok z cytryny i dalej ubijamy.


Po dodaniu kilkunastu kropel oleju zauważymy, że majonez robi się coraz gęstszy to znak, że możemy zacząć dodawać o cienkim strumieniem nie przerywając ubijania.


Po dodaniu mniej więcej 3/4 ilości oleju majonez będzie bardzo gęsty, wtedy należy dodać łyżkę wody, wmiksować ją w majonez i cienkim strumieniem dodać resztę oleju.

Gotowy majonez przekładamy do słoiczka i trzymamy nie dłużej niż tydzień w lodówce.


Smacznego!

Majonez przesoliłam - pomimo tego, że dodałam jedynie 1/2 łyżeczki soli. Nie mam pojęcia, dlaczego tak się stało. Uważam jednak, że po dodaniu do sałatki smakował świetnie i kiedyś doświadczenie to powtórzę, starając się odpowiednio zbilansować smaki.

27 komentarzy:

  1. powiem Ci Oliwko, że nie lubię gotowych dań, nawet na studiach gdy czasu brakuje zawsze staram się coś sobie ugotować, jestem tez zaopatrzona w słoiki od Mamy i Babci więc głód mi w każdym razie nie grozi, a mam też kilka barów/stołówek z pysznym jedzeniem (:
    poza tym często jestem do przesady za tym by nie kupować zbyteczników a przygotować od podstaw... chociaż majonez kupujemy (;

    Nie da się wszystkiego robić samemu, ale co się da to jestem jak najbardziej za by mijać te wszystkie półprodukty w sklepach.

    OdpowiedzUsuń
  2. Pamiętam, że mnie przepis na majonez zdradził kiedyś wujek. A w domu mojej znajomej majonez robiło się od zawsze i smakował jak żaden inny.
    A ja prawdziwą radość z przygotowywania nawet tak łatwo dostępnych produktów, jak chleb czy ciasteczka, odkryłam na diecie, gdy byłam zmuszona piec je sama (bo sklepowe nie są dozwolone z uwagi na składniki). I choć zawsze lubiłam gotować (oczywiście głównie wtedy, gdy miałam czas), to dopiero teraz widzę, jak wiele można zrobić samemu, bez konserwantów :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Półprodukt do przełknięcia dla mnie to tylko ciasto francuskie - zwyczajnie za dużo z nim roboty i zawsze kupuje gotowe mrożone i tylko farsz wymyślam sama. A majonez domowy bomba! Rodzinie proszę przekazać, że rodzina się nie zna. ;-)

    OdpowiedzUsuń
  4. a ile dałaś soli? ja też korzystałam z przepisu Polki i wyszedł mi za słony; bardzo dobry, ale bardzo słony. W swoim przepisie na blogu podałam dlatego maks. ilość soli szacując na 0,5 łyzeczki; już mówiłam Poli (i chyba jeszcze truskawkowa Ania, że soli w przepisie jest zdecydowanie za dużo

    OdpowiedzUsuń
  5. ja też kupuję gotowe ciasto francuskie, a ostatnio ciasto filo, jednak chciałabym mieć wybór - ciast francuskie za 3 zł nie może być prawdziwym ciastem francuskim na bazie masła...

    kiedyś używałam półproduktów, w tym zup w proszku - dawno temu [na początku studiów], ale zawsze. Wyrosłam z tego. Jeszcze bywa, że użyję bulionetki, ale nie do zup - raczej jak potrzebuję np. 300 ml wywaru do sosu.

    OdpowiedzUsuń
  6. Zdarza mi się korzystać z półproduktów - majonez jest jednym z nich. Nie przepadam za surowymi żółtkami, a zresztą - kiedyś próbowałam go zrobić i nie wyszedł. Dlatego można powiedzieć, że się poddałam i zrezygnowałam :P
    Zupki chińskie...był okres, że je namiętnie jadłam, ale teraz stwierdzam, że lepsza nawet bułka z masłem niż czysta chemia...

    OdpowiedzUsuń
  7. ojj to tak jak ja:) robiłam także majonez z czystej ciekawości, ale nie posmakował mi... jednak Twój wygląda świetnie:) a co do półproduktów to podpisuję się obiema łapkami pod tym co napisałaś:) gotowce nigdy nie dorównają domowej kuchni:)
    pozdrawiam i miłej nocki życzę

    OdpowiedzUsuń
  8. Jak zawsze miałam zrobić ten majonez i zwyczajnie zapomniałam! :x
    Wyparło go chyba masło..
    A tak do Twojej notki, to powiem Ci, że wkurzają Mnie (serio!) te wszystkie półprodukty, owszem od czasu do czasu można sobie pozwolić na zupkę Vifona czy też bagietkę gotową w 5 minut, ale! nie bez przesady.
    Najbardziej współczuję wszystkim tym, którzy nie znają smaku prawdziwego chleba (nie uwierzysz, ale jednym z Moich najskrytszych marzeń jest właśnie posiadanie prawdziwego, starego- bo taki najlepszy.. pieca chlebowego), współczuję im niesamowicie. Przyzwyczajeni do napompowanych bułeczek i chlebków gdy zobaczą pełnoziarnisty bochenek ze śliwką wytrzeszczają oczy i mówią: "ee śliwkę? do chleba?, a dlaczego on taki gliniasty? ej, wiesz co.. chyba wolę ten biały".
    I nie mówimy o samym kolorze chlebka, ale o tym smaku. Przyzwyczajeni do nadmiaru soli i ulepszaczy zupełnie nie zdają sobie sprawy z tego jaką szkodę wyrządzają sobie i swojemu organizmowi, bo odzwyczajenie się od takich ulepszaczy kosztuje sporo mocnej woli.

    Pozdrawiam, świetny wpis.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja bym najchętniej wszystko od podstaw robiła sama - nawet jak coś gotowego mi smakuje to mam 'straszny' zwyczaj czytania etykiet i jak widzę ilości cukru chociażby pchane do produktów to mi się odechciewa.. Chociaż z drugiej strony jestem zdania że raz na rok i zupka chińska nie zabije - wszystko z umiarem :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Wiecie co Dziewczyny bo to chyba zależy od soli.
    Ja użyłam soli w płatkach i ona chyba jest mniej słona niż zwykła sól.
    We wpisie na blogu zmniejszyłam chyba ilość soli - przynajmniej mam taką nadzieję!
    Ja nie cierpię gotowych dań, zup, pizzy, zapiekanek. Może i one nawet smaczne, ale ja nie wiem co w nich jest i po prostu brzydzę się ich jeść :)
    W sumie w restauracji też nie wiem, czy jem to co napisano w karcie, ale...
    Przymykam oko.
    Może dlatego nie chodzę często do restauracji?

    Uściski :*

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja majonezu bardzo rzadko używam więc grzeszę..

    I wstyd się przyznać, lubię chińskie rosołki - pozwalam sobie na kilka w roku - i czosnkowe bagietki :-)

    Wg. mnie to jest OK.

    Najbardziej jednak irytują mnie półprodukty tam gdzie ich nie powinno być np. sałatka CEzara w minutę i takie tam - akurat w takich klasycznych daniach naprawdę liczy się sposób przygotowania.

    ps. i oliwa z octem balsamicznym wymieszanym zawsze wywołuje uśmiech na mojej twarzy, tym bardziej że proporcje w buteleczkach są różniaste:)

    OdpowiedzUsuń
  12. muszę przyznać, że jeszcze kilka lat temu ochoczo korzystałam z półproduktów. pewna zupa z proszku była dla mnie lepsza od domowej (już jej nie produkują, na szczęście dla mojego żołądka). odgrzewane dania królowały na moim talerzu. sytuacja zmieniła się dwa lata temu, kiedy zaczęłam stosować dietę Montignaca. mój sposób żywienia zmienił się diametralnie, zaczęłam czytać etykietki itd. dziś korzystam z dosłownie kilku półproduktów i czasem coś zjem na mieście, ale nigdy w fast foodzie
    uff, wywnętrzniłam się ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. tyle razy chciałam zrobić swój własny, domowy majonez i jakoś nie mogę się zabrać;(

    OdpowiedzUsuń
  14. półprodukty.. czasem nie da się ich omijac. korzystam z nich, tak, zdarza mi się. ale potrafię też doceniac te domowe smaki, one są najpyszniejsze.

    OdpowiedzUsuń
  15. Smutne i bardzo prawdziwe jest to co piszesz. Na pocieszenie napiszę,że nie jesteśmy narodem , dla którego liczą się tyklo dania gotowe. W Finlandii ( bardzo bogate państwo i doskonale dbajace o swoich mieszkańców) po wejsciu do każdego większego sklepu spożywczego cała uwaga od razu skupia sie na ogromnych lodówkach z daniami gotowymi , takimi wprost do odgrzania w mikrofali. Szok i rozpacz. Z jednej strony wszyscy uprawiają sport a z drugiej kupują ogromne ilości tego paskuctwa. Nawet wiele przepisów bazuje na gotowych produktach, stwarzając iluzję zdrowego odżywiania. Smak domowego chleba ...nieznany ( chociaż głowa boli od znajdowanych odmian na półkach) Oczywiście jest duzo produktów wartościowych, warzywa i owoce są najwyższej jakości a ludzie coraz częściej przekonują się, że nie trzeba spędzic pół dnia w kuchni aby miec wspaniały i zdrowy posiłek. Tak , więc z nami nie jest tak zle a domowy majonez jest lepszy , bo nie ma tych wszystkich E ;D
    Buziaki i się nie poddawaj :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Domowy majonez jest ze mną od dzieciństwa.I nie zastąpi go żaden ,król majonezu'...
    Niektórzy robią go podobno bez żółtek,ale dla mnie to coś ubogiego.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  17. Nie ma to jak majonez swojaczek !!! Pyszność :D

    OdpowiedzUsuń
  18. domowego majonezu wieki nie jadłam, ale smak pamiętam do dziś :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Robienie domowego majonezu kojarzy mi się z dzieciństwem. To były lata kryzysowe i majonezu w sklepach po prostu nie było... Moja mama sama go robiła, a ja pomagałam. Moim zadaniem było dolewanie po kropelce oleju... Może czas przypomnieć sobie jak to było:) Pzdr Aniado

    OdpowiedzUsuń
  20. Viri mieć taką rodzinkę, co to przygotowuje słoiczki, to skarb dla studenta! ;))

    Turlaczku ja w sumie też dopiero kiedy zajęłam się gotowaniem na poważniej zaczęłam zwracać uwagę na to, że półprodukty to tak naprawdę coś, co najlepiej omijać szerokim łukiem.

    Dragonfly ja też uważam, że akurat gotowe ciasto francuskie to zbawienie - w dodatku całkiem smaczne.

    Nino dałam pół łyżeczki, a i tak samodzielnie majonez był nie do przełknięcia. Ja, to nawet radziłabym dodać góra 1/4.

    Co do ciasta francuskiego - czytałam jego etykietkę. Oczywiście, że na bazie 'tłuszczu roślinnego'. Ale z samym jego przygotowaniem zbyt dużo zabawy i czasu, dlatego mimo wszystko będę je kupować.

    Arven ja akurat nic nie mam przeciwko surowym jajkom, więc i w majonezie mi nie straszne - byle tylko pewne i wiejskie. A zupki chińskie też jadłam swego czasu - ale to dawno było; za mocno dziecięcych czasów.

    Ilko to chyba oznacza, że nasze kubki smakowe za bardzo przyzwyczaiły się do gotowego majonezu - który jednak ma zupełnie inny smak, niż domowy.

    Olciu moi domownicy tak mają z chlebem - niby dobry, niby prawdziwy, ale jednak wolą ten biały i nadmuchany. Szkoda. Ogromnie szkoda... I wiesz co? Ja też marzę o chlebowym piecu na ogrodzie! Może zamieszkamy razem i sobie taki wybudujemy? ;))

    Moniko właściwie masz rację - umiar i brak przesadyzmu to najlepsza zasada.

    Polciu ano może - bo taka zwyczajna, kamienna, zdecydowanie jest zbyt słona w tej ilości. A szkoda! Bo majonez miał potencjał. ;)

    Raz na ruski rok zaserwuję sobie taką gotową pizzę, ale to zdecydowanie rzadko - szczególnie teraz, kiedy ciasto zawsze przygotowujemy samodzielnie. Restauracji nie odwiedzam praktycznie wcale - więc tego dylematu jestem kompletnie pozbawiona.

    Atrio i te gotowe sałatki warzywne na półkach, i sosy sałatkowe... Brrr!

    OdpowiedzUsuń
  21. Kaś ja też, ja też kilka lat temu zajadałam się zupkami w proszku. Ale, jak już wcześniej wspominałam, było to za mocno dziecięcych lat. A błędy młodości się wybacza, prawda? ;)

    Małgo warto spróbować - choćby z samej ciekawości.

    Asiejko to chyba znaczy, że masz do sprawy zdrowe podejście. ;))

    Szarlotku naprawdę tak sprawa wygląda? No proszę! A można by pomyśleć, że w kraju, który podobno dba o kondycję zjawisko półproduktów powinno być znikome. Pozory mylą...
    Dziękuję za miłe słowa! ;*

    Amber bez żółtek? Jak to możliwe jest?

    Ivon :)

    Paulo ja za to w dzieciństwie nigdy takiego nie próbowałam - to był mój "pierwszy raz".

    Lepszysmak wszystkiego, co przywołuje miłe wspomnienia, warto próbować.

    Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Bardzo lubię domowy majonez, ale zabieram się za niego dopiero wtedy jak skończy się "sklepowy". Muszę znów kiedyś zrobić :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Zgadzam się z Tobą, brak czasu powoduje sięganie po takie 'ułatwiacze' życia w kuchni...przyznam że majonez też zazwyczaj kupuję, choć na święta robię sama...i tez słyszę że wcale nie taki on pyszny:)
    Ale mimo wszystko staram się nie kupować tych wszystkich 'kubków' i 'pomysłów na'...i najlepsze jest to że moje dzieci (juz dorosłe) doceniaja to i coraz częściej zwracają uwagę na to co kupują spiesząc się na obiad...
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  24. Flusso warto choćby spróbować.

    Kass mnie te wszystkie gotowe dania już zwyczajnie nie smakują. A kiedy jeszcze pomyślę, ile w nich chemii, to już totalnie mi się odechciewa.

    Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Robiłyśmy z Lipką majonez na święta. Wyszedł pyszny! Sklepowy do denka mu nie dorasta ;)

    pees. fajne zdjęcia jajcarskie - bardzo ładne :)


    pozdr!

    OdpowiedzUsuń
  26. Oczko mnie posmakował, ale nie jakoś szczególnie. Może to przez tę sól...

    Dziękuję! :)

    OdpowiedzUsuń
  27. podzielam Twoje zdanie w zupełności!! społeczeństwo angielskie znane jest z upodobania do wszelakich mrożonek, gotowców itp itd...gotowe można kupić wszystko.
    przyznaję, że do zrobienia samodzielnie majonezu jeszcze nie dojrzałam, ale całą resztę dzielnie wykonuję własnymi ręcami ;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny! :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...