Przemierzam rozmoknięte ulice mojego miasta*
Deszcz pada jak szalony; parasol nie daje żadnej ochrony
W butach mogę pływać, a spodnie lepią się do mnie tak, jakbym dopiero co wyszła spod prysznica
Deszcz w ciągu pięciu minut tworzy pod moimi stopami rwącą rzekę
Z brnących samochodów unosi się lekka poświata spadających kropel
Na ulicy zbiera się biała mgła
Ktoś kompletnie przemoknięty mija mnie w biegu
A ja... Ja idę spokojnie, ciesząc się z nieplanowanej kąpieli; śmieję się na głos
Czysta, nagła, niespodziewana radość
Cudowne uczucie
* historia wczorajsza. dzisiaj świeci już słońce...
Gorące placuszki owsiane
/przepis Billa Grangera z książki "Nakarm mnie"; przygotowywała je też Ania, za którą cytuję, gdyż książkę pod ręką będę mieć dopiero w weekend
Składniki:
200g mąki pszennej
1 ½ łyżeczki proszku do pieczenia
¼ łyżeczki cynamonu
duża szczypta świeżo zmielonej gałki muszkatołowej
szczypta soli morskiej
1 łyżka miałkiego cukru
20 g płatków owsianych
400 ml maślanki
1 średnie jajko; lekko roztrzepane
40 g roztopionego masła
tłuszcz do smażenia
Mąkę, proszek, cynamon i gałkę przesiewamy do miski. Wsypujemy płatki i cukier. Robimy w środku wgłębienie i wlewamy do niego maślankę i jajko. Mieszamy, aby składniki się połączyły, wlewamy roztopione masło i łączymy. Małe porcje ciasta nalewamy chochelką na rozgrzaną i natłuszczoną patelnię, smażymy na średnim ogniu po 2-3 minuty z każdej strony.
Podajemy polane sosem jagodowym i ew. odrobiną kwaśnej śmietany.
Sos jagodowy
/przepis Billa Grangera z książki "Nakarm mnie"
Składniki:
125 g jagód świeżych lub mrożonych
250 ml syropu klonowego [użyłam płynnego miodu]
Do rondelka wlewamy syrop i wsypujemy jagody, stawiamy na średnim ogniu. Doprowadzamy do wrzenia. Zmniejszamy ogień i gotujemy przez 10 minut aż płyn lekko odparuje. Przelewany do dzbanuszka i polewamy nim placuszki owsiane.
Smacznego!
NA POCZĄTEK - O oliwce słów kilka
- Zaytoon
- Cynamon i oliwka to moja historia. Moje życie zamknięte pośród garści myśli i przepisów, które ukazują mój kulinarny rozwój i podróż przez życie z kuchnią w tle. W to, co robię, staram się wkładać mnóstwo emocji; kiedy gotuję, angażuję się w to całkowicie i mogę powiedzieć, że cała reszta świata się nie liczy. Zapominam się w ważeniu składników, ubijaniu białek i zagniataniu ciasta drożdżowego. Daję się unieść kojącemu ciepłu piekarnika i zapachowi domowego chleba na zakwasie, który wyszedł spod moich dłoni. A dlaczego to wszystko? Bo kocham to, co robię. Kocham eksperymentować, kocham podążać za sprawdzonymi recepturami i - przede wszystkim - uwielbiam smakować jedzenie.
wtorek, 10 sierpnia 2010
Gorące placuszki owsiane z sosem jagodowym i uliczne rzeki.
Etykiety:
naleśniki i placuszki,
z owocami,
śniadaniowo
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)





Jak ja lubię takie placuszki! a z sosem jagodowym to jeszcze lepsza uczta:)
OdpowiedzUsuńKiedyś bardzo lubiłam kąpać się w strugach deszczu, teraz już trochę mniej;)
ja jak wracam już do Domu i pada (nie leje) deszcz to lubię iść bez parasola, zmoczyć włosy i buzię na krople wystawić, ale jak idę na uczelnie czy coś no to już w drugą stronę, bo moje włosy jak zmoczę i wyschną to moja fryzura jest w rozmiarze XXL ;P
OdpowiedzUsuńbuzia
ps. placuszki super, szczególnie z tym sosem!
A u mnie deszcz juz nie leje sie strumieniami po ulicach, skonczyl przedwczoraj. A jagody - u mnie jagody byly na rozjaśnienie po burzy i ulewie :)
OdpowiedzUsuńlubię deszczowe spacery bez parasola
OdpowiedzUsuńsłodkie placuszki
i Twoje obrazki
najbardziej lubię kiedy pada i jednocześnie świeci słońce, nie wiadomo skąd kropi a i tęcza się czasem zrobi
OdpowiedzUsuńplacuszki mniam
Za takie placuszki dam się ciąć! Boskie! :-) I ten syrop klonowo-jagodowy...Chyba padnę! :-)
OdpowiedzUsuńplacuszki cudowne:) z sosem jagodowym to jest dopiero uczta, pycha:)
OdpowiedzUsuńMmm, placki owsiane to coś, co moge jeść o każdej porze.
OdpowiedzUsuńA z takim sosem to nawet i teraz :D
ja też lubię deszcz.
OdpowiedzUsuńchowam się pod parasolem i nawet, jeśli moknę, to ta świeżość, uderzenia kropel mają swój niepowtarzalny urok.
Ciepły letni deszcz ... jak go lubię, placuszki nie mniej w dodatku z owocami :)
OdpowiedzUsuńzrobiłam dziś na sniadanie i są pyyyyszne!!
OdpowiedzUsuńpozdrawiam;*
rewelka;D musze ich niedługo sprobowac, bo wyglądają swietnie;)
OdpowiedzUsuńJak ja lubię taką kąpiel ! I jak ja lubię takie placuszki !!!!
OdpowiedzUsuńtakie pysznosci latem pichce na obiadki ;) tenie obiady to moje ulubione bo takie słodziutkie ;)
OdpowiedzUsuńO rany, ale pycha. Podoba mi się Twój blog :).
OdpowiedzUsuńA ten przepis chętnie zobaczę w mojej akcji "Dietetyczne słodycze", zapraszam!
http://durszlak.pl/akcje/dietetyczne-slodycze
Bardzo apetyczny opis i deszczu, i placuszków :)
OdpowiedzUsuńKorniku a szkoda! Bo to w sumie naprawdę całkiem niezła zabawa.
OdpowiedzUsuńViri ja bez względu na to, czy zmoczę, czy nie, mam XXL, niestety, więc... ;))
Kuchareczko u mnie już od dwóch dni spokój. I mam nadzieję, że tak już zostanie na dłużej.
Asiu :*
Kaś chyba tydzień temu przyglądałam się z ciekawością temu zjawisku. Tylko tęczy brak!
Dragonfly trzymaj się mocno! ;))
Ago iście królewska!
Arven przesyłam wirtualną porcyjkę. ;)
Wróżko prawda? Szczególnie w lecie to niesamowicie przyjemne uczucie.
Noblevo mamy więc podobne gusta! ;)
Małgo ogromnie się cieszę, że smakowały i że zainspirowałam Twoje śniadanie.
Ciastello i równie świetnie smakują.
Ivon witaj więc "w klubie"! ;)
Emmo ja się raczej placuszkami raczę śniadaniowo, bo Rodzina woli treściwsze obiadki, ale gdybym mieszkała sama, to bez wątpienia takie pyszności bym sobie serwowała.
Turlaczku cieszę się! A do Akcji, niestety, nie dołączę - już od dłuższego czasu nie biorę udziału w takich przedsięwzięciach. Co nie znaczy, że nie śledzę z zainteresowaniem. ;)
Szarlotku dziękuję za komplement!
Pozdrawiam! :)
Oliwko, pieknne zdjecia, kropelka syropu ujmuje! Rownie pieknie piszesz o spacerze w deszczu, a u mnie przez te dziwne upaly i deszcze juz nie ma jagod, nacieszylam sie nimi w polowie...
OdpowiedzUsuńPozdrawiam Cie cieplutko :-)
Zdjęcia przepiękne - nigdy nie próbowałam takich placuszków.
OdpowiedzUsuńWiesz, kiedyś szłam do liceum i było oberwanie chmury. Nie miałam parasola, stwierdziłam że i tak zmoknę więc szłam sobie uśmiechnięta, mokrymi ulicami.. weszłam do szkoły przemoczona do suchej nitki - szeptali za mną "patrz, strzyga idzie"..
Spóźniłam się i cała kapiąca mówię "przepraszam" - cała klasa w ryk, na ławkach się pokładali ze śmiechu:)
Jak w tej piosence "Ciągle pada.."
Pozdrawiam:)
Wspaniale wygladaja..a ten sos to kropka nad "i" :)
OdpowiedzUsuńSame pyszności:)
OdpowiedzUsuńU mnie również plackowo było, ale wczoraj:)
Basiu dziękuję Ci za miłe słowa! ;* Ja szczerze powiedziawszy jagodami też nie nacieszyłam się w pełni. I sama nie wiem, co jest tego przyczyną...
OdpowiedzUsuńAtrio ja też tak kiedyś przyszłam do szkoły; cała mokra, bo samochód ochlapał mnie od stóp do głów. Na szczęście po dwóch lekcjach ciuchy wyschły...
Gosiu zgadzam się! Bez owej kropki nie byłoby aż tak smakowicie.
Olciu a jakież to placuszki zaserwowałaś? ;)
Pozdrawiam! :)
widziałam już różne placuszki, racuszki, itp. ale te na Pani zdjęciach...coś wspaniałego!
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i marzę o takich na śniadanie:)
Justyna