Od pewnego czasu na blogach szaleje pewna "zabawa", polegająca na opisaniu dziesięciu rzeczy, które lubimy czy też które sprawiają nam przyjemność. Mnie do wzięcia w niej udziału wytypowała Ania, właścicielka Kucharni, za co Ci, Aniu, dziękuję przeogromnie. Sprawiłaś mi tym mnóstwo radości i wzruszenia, a już szczególnie opisem mojej osoby. To jedna z najmilszych rzeczy, jakie ktokolwiek do mnie powiedział czy też na mój temat napisał. Dziękuję! ;*
Edycja: po terminie zaproszenia dostałam też od Usagi i Amber - dziękuję Wam, Dziewczyny, że wybrałyście akurat mnie! ;*
Przejdźmy jednak do rzeczy - jeśli tylko istnieje Ktoś, kto ma ochotę dowiedzieć się, że lubię
stawać pośrodku ciemności nocy i podnosząc głowę ku granatowoczarnemu niebu obserwować migoczące punkciki gwiazd, które rozświetlają ciemność, tworząc przy tym niesamowite historie
kiedy latem delikatny wiatr tworzy dookoła mnie aureolę włosów, delikatnie pieści ramiona i rozwiewa wszelkie troski
niepowtarzalny klimat, który tworzy się podczas pieczenia chleba. Zapach, który przywodzi na myśl rodzinne ciepło, miłość i spokój. Smak, który wywołuje uśmiech na twarzy. Dźwięk gorącej jeszcze skórki przebijanej nożem i roztapiający się płatek masła na kromce, która delikatnie parzy palce.
niewidoczna siadając pośrodku tłumu ludzi obserwować ich twarze, ruchy i reakcje. Oglądać odmienność każdej jednostki i niesamowitą aurę od niej bijącą. Fotografować nieuchwytne urywki ludzkich emocji i chwil.
z zamkniętymi oczami wsłuchiwać się w pieśń deszczu wystukiwaną na parapecie.
poznawać nowe miejsca i smaki, oraz powracać to tych, które na stałe wyryły się w mojej pamięci jasnymi smugami przyjemności.
beztroskie i pełne słońca chwile spędzane w towarzystwie bliskich mi Osób.
marzyć i w owych marzeniach przenosić się w odległe światy i niemożliwe zdarzenia.
tajemnicze zapachy i dźwięki nocy, które otulają ciało lepkim płaszczem, kiedy siada się na balkonie z kubkiem pełnym gorącej herbaty z mlekiem, a myśli swobodnie wirują wokół nielicznych świateł lamp niczym owady.
spędzać czas w wirtualnym świecie kulinarnych blogów, od których bije wręcz pozytywna energia i przyjemność tworzenia. Pasjami wpatrywać się w cudowne zdjęcia i zaczytywać w magicznych słowach. Wirtualnie spotykać każdą osobę, która podziela moją ogromna pasję.
Latticello cotta* (zdatne dla: dieta Dukana, faza I i faza II P/PW)
/przepis znaleziony u Komarki
Składniki:
1,5 łyżki żelatyny,
250 ml mleka,
pół szklanki i 2 łyżki cukru (ok. 170 g)*,
3 szklanki maślanki,
1 łyżeczka startej skórki z cytryny
dodatkowo: skórka z cytryny zdarta zesterem - do dekoracji
* w wersji dukanowskiej: każda łyżeczka cukru ma 5 g, co oznacza, że słodzika, którego tabletka jest równowartością owej łyżeczki należy dać ok. 34 tabletek (tak, wiem, brzmi po prostu przerażająco)
Mleko wlać do rondla i posypać po wierzchu żelatyną. Zostawić na 10 minut. Mleko z żelatyna podgrzać, aż ta rozpuści się całkowicie i wsypać cukier (/pokruszony słodzik). Mieszać aż cały cukier rozpuści się. Zdjąć z ognia i dodać maślankę oraz skórkę z cytryny i dokładnie wymieszać. Przelać wszystko do przygotowanych foremek lub salaterek i pozostawić w lodówce na co najmniej 5 godzin, aż masa stężeje.
Smacznego!
* nazwa jest moją własną wariacją na temat popularnej panna cotty, która to oznacza "gotowaną śmietankę" - jako że w tym przepisu ni grama owej nie ma, to i nazwa kompletnie nie pasuje do prezentowanego deseru. latticello cotta oznacza z kolei "gotowaną maślankę", co znajduje się choćby odrobinę bliżej prawdy.
I tutaj pojawia się problem - wyłonienie spośród mnóstwa pereł dziesięć osób, które mają zabawę pociągnąć dalej. To naprawdę nie lada wyzwanie, (jak widzicie lista moich ulubionych Blogów po prawej stronie jest dosyć spora...). Uwierzcie mi lub nie, ale wybór był naprawdę ogromnie trudny, a lista kilkukrotnie zmieniana. Ale miło mi będzie, kiedy w temacie "ulubionych" wypowiedzą się:
1. Ania pisząca Tu i teraz
2. Anna z Addio pomidory
3. Asia czarująca słowem na Ciastku z marzeń
4. Asia, znana jako Viri, z Cioccolato Gatto
5. Basia z krainy Makagigi i 55 pierników
6. Ewelina, zwana Polą, z Around the kitchen table
7. Marta, czyli Kornik w kuchni
8. Monika zamieszkująca Grabinę
9. Szarlotek z Cukierniczych kreacji Charlotte
10. Zemifroczka z Bełkotów Oczka
Uff... To chyba mój najdłuższy dotychczas post. Mam nadzieję, Kochani, że wytrwaliście razem ze mną i nie zanudziliście się na śmierć...
NA POCZĄTEK - O oliwce słów kilka
- Zaytoon
- Cynamon i oliwka to moja historia. Moje życie zamknięte pośród garści myśli i przepisów, które ukazują mój kulinarny rozwój i podróż przez życie z kuchnią w tle. W to, co robię, staram się wkładać mnóstwo emocji; kiedy gotuję, angażuję się w to całkowicie i mogę powiedzieć, że cała reszta świata się nie liczy. Zapominam się w ważeniu składników, ubijaniu białek i zagniataniu ciasta drożdżowego. Daję się unieść kojącemu ciepłu piekarnika i zapachowi domowego chleba na zakwasie, który wyszedł spod moich dłoni. A dlaczego to wszystko? Bo kocham to, co robię. Kocham eksperymentować, kocham podążać za sprawdzonymi recepturami i - przede wszystkim - uwielbiam smakować jedzenie.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)


Oliwko Kochana! Tak się cieszę czytając ten post - wiedziałam, że rzeczy, o których napiszesz będą piękne, i takie są!
OdpowiedzUsuńDziękuję i serdecznie pozdrawiam!
Wygląda kusząco i do tego bardzo ładnie się nazywa! chyba przejdę na dukana, skoro można zajadać takie piękne deserki:)
OdpowiedzUsuńFajny ten deserek !:))
OdpowiedzUsuńI jak fajnie napisałaś , miło dowiedzieć się czegoś więcej o Oliwce :)
ślicznie napisane. i śliczny deser. I nazwa taka wykwintna!
OdpowiedzUsuńczytam Cię dziś z uśmiechem na buzi. często czytam Cię uśmiechając się, ale dzisiaj jakoś bardziej. bardzo bliskie są mi Twoje słowa. myślę, że mamy podobny poziom wrażliwości. tak bym to nazwała. mogę, prawda?
OdpowiedzUsuńwszystko to co lubisz wydaje mi się takie bliskie. te nocne niebo, wiatr, patrzenie na świat, na ludzi, łapanie dobrych chwil. krople deszczu rozbijające się o parapet! marzenia. jest jakaś magia w tym wszystkim.
cytrynowa dekoracja bardzo mi się podoba. bo jest taka minimalistyczna.
ps. dziękuję Ci za te "czarowanie słowem". chyba jednak zbyt trudne jest dla mnie wybranie zaczarowanej dziesiątki..
Oliwko pięknie piszesz, ja tak nie potrafię, mówię prosto i czarować nie umiem, a Ty... zachwycasz!
OdpowiedzUsuńdziękuję za wyróżnienie;* jak coś sklecę to wrzucę (:
deser cudny i Dukanowski, super że możesz coś tak pysznego zjeść ((:
buzia duża
Pięknie to opisałaś. Czasami tak trudno jest ubrać nasze myśli w słowa, a Tobie tak wspaniale się udało.
OdpowiedzUsuńA deser? Pierwsza klasa:):) Pozdrawiam!:*
Oj ja też lubię bardzo obserwować ludzi wokół mnie. Najbardziej chyba w tramwajach - zgadywać co robią, kim są, co czują, gdzie jadą...
OdpowiedzUsuńŚwietne zdjęcie pary swoją drogą :)
:)))
OdpowiedzUsuńjakże mogłabym się zanudzic, czytając tego posta? tak wspaniale ubrałaś swe myśli w słowa na początku, aż przeczytałam je dwa razy!przepiękny tekst.
OdpowiedzUsuńa cotta? mm. dietetyczna, jak widzę.i apetyczna! mniam.
Wspaniałe rzeczy lubisz.Bardzo pięknie je opisałaś.
OdpowiedzUsuńdługi post, ale ciekawy :)
OdpowiedzUsuńa takie desery to uwielbiam
Aniu to ja Ci dziękuję! Mnóstwo radości mi sprawiłaś tą "nominacją", naprawdę.
OdpowiedzUsuńKorniku można, czasem nawet jeszcze większe pyszności! ;)
Majanko :)
Wróżko doszłam do wniosku, że taka nazwa zdecydowanie lepiej odda "duszę" tego deseru.
Asiu podobny poziom wrażliwości? Tak, właściwie też odnoszę takie wrażenie, kiedy bywam u Ciebie... Łapanie chwil i odnajdywanie magii w banalnych na pierwszy rzut oka czarach...
Viri Ciebie zawsze miło mi się czyta! Czuje się z Tobą jakąś więź czytając Twoje posty. Czekam więc na Twoją "dziesiątkę"! :)
Jul dziękuję!
Agatex prawda? Zgadywanie kim ludzie, którzy nas mijają, są, zawsze sprawia mi mnóstwo frajdy.
Olciu ;*
Karmelitko dziękuję Ci za tę porcję miłych słów!
Amber dziękuję!
Agato częstuj się!
Pozdrawiam! :)
Ooo, skoro można to jeść w pierwszej fazie Dukana to zapisuję przepis i daje go mojej mamie :)
OdpowiedzUsuńpozytywnie! :)
OdpowiedzUsuńBardzo lubię panna cottę, a Twoja dodatkowo jest ładnie uformowana. Ja robię z agarem.
OdpowiedzUsuńJaki przyjemny post...
OdpowiedzUsuńOliwka, cieplutki wpis, niebo ozgiwzdzone, a do tego ten romantyczny i jakze ckliwy kadr ludzich dloni - piekne!
OdpowiedzUsuńDziekuje, ze zaproszenie :)
PS. Piszesz, ze lubic "Fotografować nieuchwytne urywki ludzkich emocji i chwil."- to Ci wspomnainym zdjeciem wyszlo przednio :)
Zapomnialam o 34 szt. sodzikowych pastylek - brzmi aak duzo, ale gdy liczy sie kalorie to zdecydowanie mniej niz ponad pol szkl. cukru - wpraszam sie na deser :D
OdpowiedzUsuńJednym słowem ujmując romantyczna dusza z Ciebie.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam !
Świetny post! I wcale nie zanudziłam się na śmierć:):)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
no to teraz poznałam Cię bliżej i wiesz co? posiedziałabym z Tobą na tym balkonie...
OdpowiedzUsuńdeser brzmi i wyglada bardzo smakowicie:) chetnie wyprobuje przepis.
OdpowiedzUsuńbardzo milo sie czyta, tak cudownie opisane chwile:)
Pozdrawiam:)
Martyno polecam. I myślę, że reszta domowników z równą chęcią się skusi.
OdpowiedzUsuńPaulo :)
Ano ja mimo wszystko uważam, że Agar ma nieco bezsensownie wysoką cenę. Ale... Może tylko mi się wydaje?
Maniu cieszę się, że tak sądzisz.
Basiu kadr zupełnie przypadkowy; siedząc pod Galerią Krakowską pstrykałam zdjęcia ludziom dookoła i... Udało się złapać kilka miłych chwil. :)
A na deserek zapraszam; może nawet jeszcze smaczniejszy! :D
Ivon romantyczna? Tak, chyba tak...
Beato cieszy mnie to ogromnie!
Myniolinko mój balkon jest duży... a w dwójkę zawsze przyjemniej...
Ago deser polecam. :)
Pozdrawiam!
wszystko co mleczne mogę jeść na okrągło :)
OdpowiedzUsuńOliwko, tu Twoje lubienia, tam akcja sernikowa..., a ja nawet nie nadążam z komentarzami, bo mam dużo pracy. Chciałabym mieć teraz trochę czasu, aby tak choćby zamknąć oczy i wsłuchiwać się w ten deszcz co to swoją pieśń wystukuje na parapecie, ale... kiedy....??? Piękne zdjęcie pary:)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam Cię serdecznie:)
Olu to podobnie jak ja! ;)
OdpowiedzUsuńEwelino może wieczorem, kiedy będziesz zasypiać deszcz zachce wystukać swoją melodię?...
Pozdrawiam!
Rzeczywiście cena agaru jest dość wysoka, ale ja mam lekkiego świra na punkcie zdrowej, ekologicznej żywności i różnych dziwacznych(jak mówią znajomi i rodzina)produktów spożywczych.
OdpowiedzUsuńZaczarowane słowa, myśli, uchwycone chwile,refleksje pełne trafności doboru słów. To nie tylko twój świat Oliwko, to swiat większości z nas, nie potrafiących tak pięknie pisac. Dziękuję za te słowa a deser chętnie wypróbuję pomijając słodzik, którego mój organizm nie toleruje :)
OdpowiedzUsuńDziękuje za wyróżnienie, chociaż postawiłaś mnie w bardzo trudnej sytuacji i nie wiem czy sobie poradzę ;D
Oliwko :)
OdpowiedzUsuńlubię bardzo Twoje "lubię"
podzielam większość z nich
tą wrażliwość i delikatność
nieuchwytność
cudowny obraz stworzyłaś...
I z przyjemnością niebawem zamieszczę swoją listę :)
dziękuję!
Ano może to dobrze mieć takie świra? Człowiek zawsze choć odrobinę zdrowszy...
OdpowiedzUsuńSzarlotku pięknie... Nie wiem, czy pięknie. Ja tak po prostu widzę świat. W obrazach. Puzzlach. Już kiedyś na ten temat pisałam... Lubię zauważać piękno, a opis owego sam wypływa spod palców... Dziękuję Ci za miłe słowa! I nie mogę doczekać się Twojej listy.
Aniu czekam niecierpliwie, kochana! Bez wątpienia odnajdę tam mnóstwo wartych uwagi spraw...
Pozdrawiam! :)