Ten tydzień spędziłam wstając codziennie niewyspaną
Piekąc i gotując
Nicnierobiąc i śmiejąc się
Łamiąc budowane przez lata bariery
Jest dobrze. Jest naprawdę dobrze.
Zapowiada się naprawdę przyjemny weekend
Tylko... na jak długo?...
Pasztet z soczewicy z pieczonym czosnkiem
/przepis Truskawkowej Ani
Składniki:
200 g zielonej soczewicy
2 średniej wielkości marchewki obrane i pokrojone w cienkie plasterki
1 mała pietruszka obrana i pokrojona w cienkie plasterki
1 główka czosnku
1 średniej wielkości cebula drobno posiekana
1 łyżeczka kuminu
1/4 łyżeczki suszonego chili (można zastąpić pieprzem cayenne)
1 łyżeczka harissy (opcjonalnie)*
3 jajka
3 łyżki oliwy
* według Wikipedii to "ostra, używana w Tunezji i Libii pasta wytwarzana z papryki chili i czosnku, często też z kolendrą, kminkiem zwyczajnym i rzymskim oraz/lub dodatkiem oliwy. Może także zawierać pomidory" - pominęłam
Rozgrzej piekarnik do 180 stopni C. Na blasze ułóż ząbki czosnku (jeden odłóż), nie pozbawiając ich skórki. Piecz, aż czosnek zmięknie.
Do dużego garnka wrzuć soczewicę, zalej ją ok. 3 szklankami wody, posól i zagotuj. Na rozgrzaną oliwę wrzuć kumin. Gdy przyprawa zacznie pachnieć, dorzuć odłożony, zmiażdżony ząbek czosnku, cebulę i warzywa. Podsmażaj je, aż warzywa lekko zmiękną.
Soczewicę gotuj do momentu, w którym zacznie się rozpadać, a woda z niej wyparuje (trwa to ok. pół godziny). Zdejmij garnek z gazu. Soczewicę wymieszaj z warzywami z patelni i lekko zmiksuj (należy uważać, by nie zrobić papki warzywnej - masa musi być grudkowata). W tym momencie spróbuj i w razie potrzeby ją dopraw - musi być wyraźna w smaku.
Następnie do masy dodaj upieczone ząbki czosnku i rozbełtane jajka. Dokładnie wymieszaj, przełóż do wysmarowanej tłuszczem i posypanej bułką tartą keksówki.
Pasztet piecz przez ok. pół godziny w 180 stopniach C.
Smacznego!
Ani, jeszcze w czerwcu, obiecywałam i zarzekałam się, że zrobię to crumble. Niestety - w przygotowaniu go przeszkodził mi wyjazd i mnóstwo innych niesprzyjających okoliczności. Kiedy wróciłam, nie było już ani truskawek, ani rabarbaru. Żałuję do dziś. Ale teraz, z ręką na sercu, przy świadkach, mówię, że za rok crumble będzie. Na pewno. Nie mogę go sobie odpuścić.
W ramach zamiany upiekłam pasztet - w czerwcu, oczywiście. Tak, tak. Ten przepis na publikację czeka już dwa miesiące. Pasztet znaleziony u Ani, fenomenalny pasztet, czuję się więc odrobinkę usprawiedliwiona za niepokryte obietnice. ;)
NA POCZĄTEK - O oliwce słów kilka
- Zaytoon
- Cynamon i oliwka to moja historia. Moje życie zamknięte pośród garści myśli i przepisów, które ukazują mój kulinarny rozwój i podróż przez życie z kuchnią w tle. W to, co robię, staram się wkładać mnóstwo emocji; kiedy gotuję, angażuję się w to całkowicie i mogę powiedzieć, że cała reszta świata się nie liczy. Zapominam się w ważeniu składników, ubijaniu białek i zagniataniu ciasta drożdżowego. Daję się unieść kojącemu ciepłu piekarnika i zapachowi domowego chleba na zakwasie, który wyszedł spod moich dłoni. A dlaczego to wszystko? Bo kocham to, co robię. Kocham eksperymentować, kocham podążać za sprawdzonymi recepturami i - przede wszystkim - uwielbiam smakować jedzenie.
piątek, 20 sierpnia 2010
Pasztet z soczewicy z pieczonym czosnkiem i tygodniówka.
Etykiety:
inne,
pasty i smarowidła,
z pieca
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)


Chętnie bym spróbowała, bo bardzo lubię warzywne pasztety. Wywaliłabym tylko piertuszkę, bo nie lubię jej w całości - natki i korzenia:)
OdpowiedzUsuńściski!
lubię domowe pasztety. z reguły robię z soi lub z ciecierzycy. a i do tego z soczewicą muszę się przymierzyć;)
OdpowiedzUsuńmój pierwszy pasztet był z cukinii. to chyba czas na soczewicę, bo mamy całe mnóstwo.. :)
OdpowiedzUsuńSmakowicie! Pasztetu spróbuję dokonać. A cóż to ta harissa?
OdpowiedzUsuńI życzę, aby Twoje szczęście i uśmiech wciąż się utrzymywało w takim stanie.
Pozdrawiam
Ania
bez niczego mogłabym go wszamać ;)
OdpowiedzUsuńsuper wege pasztet, to coś dla mnie:)
OdpowiedzUsuńJa czekam na pasztet! Ale powiem szczerze, że też mam przepis, który czeka już baaardzo długo, ale ciągle mam jakieś inne rzeczy do pokazania... A zdjęcia mi się bardzo podobają! :)
OdpowiedzUsuńosobiście w pasztetach sie jeszcze nie zagłebiałam, choc od awna mam taką ochotę.
OdpowiedzUsuńpamiętam za to, że moja ciocia, siostra babki, zawsze robiła takie. czy to z soczewicy, czy rybne, czy też nawet warzywne, zawsze smakowały niesamowicie. właśnie, muszę poszperac w skrzyni ze starymi książkami. może znajde brulion z jej przepisami?
ten Twój pasztet wygląda bardzo kusząco... ;]
diabelna pokusa.
muszę zacząć robić własne pasztety:)
OdpowiedzUsuńczęstuję się oczywiście;)
pozdrawiam
Jejku, jak ja dawno nie robiłam żadnego pasztetu. Rok? Dwa lata? Dwa lata...????????
OdpowiedzUsuńłamiąc budowane przez lata bariery... Chyba juz jesteś na prostej?
Pozdrowienia serdeczne:)
pasztet wygląda obłędnie! wieki nie jadłam domowego pasztetu....
OdpowiedzUsuńJak ja lubię pasztet z soczewicy!
OdpowiedzUsuńTwój wygląda tak pysznie.
Poczekam na wrześniowe dni i upiekę na pewno.
Pół życia temu miałam epizod wegetariański i dużo soczewicy wtedy jadłam, ale od kiedy się epizod skończył bardzo rzadko, ale w sumie wciąż lubię i taki pasztet chętnie bym zjadła.
OdpowiedzUsuńKorniku ja tylko natki - jak sama wiesz. I dalej jestem za stworzeniem klubu "antypietruszkowców". ;)
OdpowiedzUsuńMalwinno mnie za to kuszą te dwa wymienione przez Ciebie.
Wróżko z cukinii? Ciekawie!
Przypraw mnie według Wikipedii to "stra, używana w Tunezji i Libii pasta wytwarzana z papryki chili i czosnku, często też z kolendrą, kminkiem zwyczajnym i rzymskim oraz/lub dodatkiem oliwy. Może także zawierać pomidory" - ale ja harissę pominełam.
Ago częstuj się! ;)
Yoganno polecam więc.
Maniu ciekawa jestem, co tam trzymasz w zanadrzu.
Dziękuję!
Karmelitko to był w sumie mój pierwszy pasztet. I efekty w pełni mnie zadowoliły. :)
A pokusa nie tak diabelna - wszak zdrowa i wcale nie bardzo kaloryczna, czyż nie?
Beato śmiało! ;)
Ewelajno powiedziałabym, że jestem na czymś w rodzaju sinusoidy, ale... No, nieistotne.
A pasztet przygotuj czym prędzej, przecież to same pyszności! ;)
Myniolinko pędź więc do sklepu po składniki, chwila pracy i pasztet gotowy. ;))
Amber polecam. :)
Noblevo skoro tylko lubisz, to naprawdę warto przygotować.
Pozdrawiam! :)
Cudownie czytać Twoje radosne słowa - chwilo trwaj - obyś codziennie budziła się z takimi uczuciami:)
OdpowiedzUsuńCałusy!
P.S. Pasztet bardzo mi się podoba:)
jak pysznie i pozytywnie! :)
OdpowiedzUsuńAch....! Pasztet....! z soczewicy...!
OdpowiedzUsuńDobrze, że napisałaś, że zjadłaś go w czerwcu, bo już byłam gotowa pytać jak daleko mam do Ciebie ;)))
Aniu i ja mam nadzieję, że potrwa. Długo. Dawno nie czułam się tak dobrze...
OdpowiedzUsuńPaulo przesyłam pozytywne fluidy! ;)
Oczko dla takiego towarzystwa, to gotowa jestem go przygotować choćby i dziś. A soczewicy zapas mam i to całkiem spory! ;))
To jak daleko Ci do mnie? :D
Pozdrawiam!
Ciut! ;) jak mniemam :)
OdpowiedzUsuńOczko nieco duże ciut. Ale zapraszam! ;))
OdpowiedzUsuńWygląda smakowicie! Wiele razy już czytałem o pasztetach z soczewicą, ale zawsze coś wypadało i zapominałem. Tym razem się chyba za to zabiorę.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam!
Ja to jestem zawsze chętna na wypady, więc w jakiś łykend mogę zapakować się w ciapong na południe :)
OdpowiedzUsuńJeszcze nigdy nie robiłam domowego pasztetu :( Trzeba o tym pomyśleć!
OdpowiedzUsuńKubo są naprawdę warte, spróbuj więc! ;)
OdpowiedzUsuńOczko to ja zapraszam! Z Rodziną się tylko dogadać i.. ;)
Flusso myśl, myśl - bo są naprawdę smaczne, a w dodatku dają mnóstwo frajdy!
Pozdrawiam!
Oliwko, oj dobrze ze przypominasz ten pasztet, jadlam go prosto od Ani, sama nigdy nie robilam, a jest to pyszna sprawa!
OdpowiedzUsuńMam nadzieje, ze weekend byl tak dobry jak sie zapowiadal :-) Usciski Ci sle :*
Wspaniały pasztet! Chętnie bym spróbowała, mniam:)
OdpowiedzUsuńRobiłam wiosną podobny pasztet
OdpowiedzUsuńhttp://waniliowachmurka.blox.pl/2010/03/Pasztet-z-soczewica.html
Jeden z naj.
Pozdrawiam
Basiu taki prosto od źródła musiał smakować jeszcze lepiej. A weekend... w kratkę, że tak powiem. Jak zwykle...
OdpowiedzUsuńMadziu częstuj się!
Olciu w moim przypadku pierwszy i jedyny; póki co. ;)
Pozdrawiam!
Z tego co pamietam ten pasztet piekla juz niejedna osoba. Musi wiec byc naprawde pyszny. Moze i ja sie skusze? Sliczne zdjecia Oliwko :)
OdpowiedzUsuń