Późną nocą kładę głowę na stos poduszek
Późną nocą trudno mi zasnąć
Wychwytuję najlżejszy szmer pośród spokoju miasta
Wpatruję się w grę świateł latarni za moim oknem
Wsłuchuję się w koncert świerszczy pośród ogrodowych traw
szmer listków rozwiewanych lekkim podmuchem wiatru
zdecydowane pomruki zagubionych silników
Letnie noce mają w sobie coś z magii
Chciałabym kiedyś znaleźć się na wsi; prawdziwej, odciętej od świata
Chciałabym położyć się na trawie, pod dachem gwiazd i słuchać
Słuchać ciszy
Chłonąć spokój...
Zielony krem
/magazyn "Kuchnia" nr 4-2010; z moimi małymi modyfikacjami
Składniki:
1 kg małych cukinii lub brokułów (użyłam brokułów)
20 dag mrożonych liści szpinaku
2 cebule
4 ząbki czosnku
1 łyżeczka octu balsamicznego
2 czubate łyżeczki pesto
100 ml śmietany 18%
dymka
sól, pieprz
Oczyszczone cukinie tniemy na talarki (brokuły dzielimy na różyczki), cebule kroimy na ćwiartki, czosnek obieramy, dymkę siekamy. Warzywa wrzucamy ze szpinakiem do dużego garnka, zalewamy wodą, tak, by jej poziom kończył się równo z warzywami. Gotujemy do miękkości. Miksujemy blenderem na gładką masę, doprawiamy solą, pieprzem, octem oraz pesto. Zaprawiamy śmietaną i dokładnie mieszamy.
Krem podajemy bardzo gorący; przybieramy szczypiorem.
Smacznego!
To zdjęcie jest jednym z pierwszych, które sfotografowałam moim aparatem - zupę przygotowywałam więc dość dawno temu i długo czekała na publikację. Nie oznacza to oczywiście, że nie smakowała - wręcz przeciwnie! Wszyscy byli nią wręcz zachwyceni i domagali się powtórki.
Co do sposobu podania - jak wiadomo podczas "sesji" jedzenie zazwyczaj stygnie odrobinkę - i powiem szczerze, że równie dobrze smakuje gorący, jak i lekko ostudzony.
NA POCZĄTEK - O oliwce słów kilka
- Zaytoon
- Cynamon i oliwka to moja historia. Moje życie zamknięte pośród garści myśli i przepisów, które ukazują mój kulinarny rozwój i podróż przez życie z kuchnią w tle. W to, co robię, staram się wkładać mnóstwo emocji; kiedy gotuję, angażuję się w to całkowicie i mogę powiedzieć, że cała reszta świata się nie liczy. Zapominam się w ważeniu składników, ubijaniu białek i zagniataniu ciasta drożdżowego. Daję się unieść kojącemu ciepłu piekarnika i zapachowi domowego chleba na zakwasie, który wyszedł spod moich dłoni. A dlaczego to wszystko? Bo kocham to, co robię. Kocham eksperymentować, kocham podążać za sprawdzonymi recepturami i - przede wszystkim - uwielbiam smakować jedzenie.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Masz rację - letnie noce są magiczne.
OdpowiedzUsuńA na wsi z dala od miasta- cisza, słychać tylko szczekanie psów w oddali i właśnie świerszcze.
Pachnące łąki, słońce świecące i parzące czoło;)
aż mnie rozmarzył Twój wpis!
Pyszna, zielona zupka:)
OdpowiedzUsuńOliwko, to ja zyczę spełnienia marzeń :) One się naprawdę spełniają:)
Pozdrawiam:*
Letnie noce są magiczne, to prawda.. Cykanie świerszczy, szumy zza otwartego okna..
OdpowiedzUsuńAle mój zegar biologiczny się rozregulował - jak raz się w nocy obudzę, to budzę się i nastepnej i jeszcze następnej i tak cały tydzień. Męczące.
mmm... bardzo często robie takie zupki:) a tymi łąkami strasznie mnie rozmarzyłaś
OdpowiedzUsuńno ja niestety anty-zupna dziewczyna, ale od Ciebie bym zjadła, bo ładne to Twoje pierwsze zdjęcie (:
OdpowiedzUsuńŁadnie, Ładnie zielono i apetycznie. A jak ładnie na tej zielonej tafli wyglądałby żółciutki groszek ptysiowy:)
OdpowiedzUsuńMnie trochę odstrasza szpinak...;) muszę się kiedyś wreszcie do niego przekonać!
OdpowiedzUsuńPóźną letnią nocą siedzę tutaj, z słuchawkami na uszach, przy otwartym oknie. Marzną mi stopy, ale nie chce mi się ubrać, sen gdzieś odszedł, jestem za to głodna :P
OdpowiedzUsuńI jakby Ci tam gdzieś zostało tej zupy...to ten...:D
zielony to mój ulubiony kolor:) a kremik wygląda na mega smaczny:))
OdpowiedzUsuńMalwinno mnie też rozmarzył. Zdecydowanie mnie też...
OdpowiedzUsuńMajanko mam taką gorącą nadzieję!
Wróżko ja mam jeszcze gorzej! Bez względu na to, o której pójdę spać (a zdarza się, że czasem jest to naprawdę BARDZO późno), wstaję codziennie około 9 rano. Cudnie, prawda?...
Małgo a masz jakąś w pobliżu, żeby owo marzenie spełnić? ;))
Viri ja też swego czasu byłam taka anty-zupna. A teraz zupy bardzo lubię. Choć tylko te dobre - czyli zdecydowanie nie wszystkie. ;)
Korniku jak takie małe... kwiatuszki na tle łąki. ;)
Asiu ja kompletnie nie rozumiem tej szpinakowej obawy. Toż to tak smaczne i wartościowe liście są!
Arvén wirtualnie nigdy zupy nie zabraknie. Przesyłam porcję na Twój parapet. ;))
Ilko ja zielony... lubię. Za to zupka naprawdę jest pyszna!
Pozdrawiam!
zimne rzeczy są najlepsze na letnie noce. A letnie noce są najlepsze z mozliwych...
OdpowiedzUsuńBezsenne gorące noce i tylko bezszelestny lekki podmuch wiatru dajacy ukojenie...wieś...oaza spokoju....coraz mniej jest takich miejsc...Uwielbiam twoją wrażliwośc, słowa które oddają sedno tego co i ja czuję....
OdpowiedzUsuńZupy lubię i gotuję tylko dla siebie :)
zupka wygląda cudownie :)
OdpowiedzUsuńZaytoon.
OdpowiedzUsuńNa takeij wsi to jest fajnie, dopóki się można wakacjować :-)
Potem przestaje być fajnie.
Ja właśnei siedzę. Nie jest odcięta ale wieś.
Frustracja:)
Raport ze wsi: tak, coś tam słychać u mnie. PSy?
OdpowiedzUsuńNie.. włócząca się młodzież :)
ps. wiem jak to jest ze zdjęciami na sesji. U mnie wszyscy się irytują że muszę pstrykać zamiast dać już jeść:P)
Kuchareczko zgadzam się. Letnie noce są najcudowniejsze spośród całego roku.
OdpowiedzUsuńSzarlotku nawet nie wiesz, jak mi się przyjemnie zrobiło, kiedy czytałam te słowa. Wiele dla mnie znaczą, naprawdę.
A domownicy antyzupni? ;)
Magdo i równie cudnie smakuje.
Atrio ja tam mimo wszystko czuję, że moje miejsce jest na wsi (mieszkałam tam przez 12 lat - choć z resztą nie takiej prawdziwej, o jakiej marzę). Właśnie ten spokój i pozorna nuda pociągają mnie najbardziej.
Co do sesji - moja rodzinka ma akurat dobrze - bo zazwyczaj poświęcam tylko własną porcję. ;))
Pozdrawiam!
Jest zielono i pysznie.
OdpowiedzUsuńBardzo, bardzo smacznie.
Buziaki
Olciu ;*
OdpowiedzUsuń