Uspokaja samym już wyglądem
Kusi niesamowitym zapachem
Koi zmysłowym dźwiękiem łamanej tabliczki
Powoli rozpływając się na języku, uderza falami rozkoszy
Otula zmysły
Królowa słodkości
Czekolada
Mój grzech
Moje uzależnienie
Moja zguba
Mus czekoladowy z rumem
/przepis Marie Pierre Moine z Good Food Magazine - październik 2002
Składniki (4-6 porcji):
200 g posiekanej gorzkiej czekolady dobrej jakości (o zawartości kakao min. 70%)
2 łyżki ciemnego rumu (lub brandy)
3 duże białka (najlepiej wiejskie) + szczypta soli
50 g złocistego drobnego cukru [użyłam Demerary]
100 ml śmietanki 30-36%
spora szczypta płatków chilli [opcjonalnie - ale warto]
Zetrzyj 50 g czekolady. Resztę połam na niewielkie kawałki i roztop w kąpieli wodnej. Wyłącz palnik - miskę z czekoladą pozostaw jednak nad parującą wodą. Dolej brandy. Nie martw się tym, że czekolada rozwarstwi się czy znacząco pogorszy konsystencję - w późniejszych etapach wszystko wróci do normy.
Białka ubij na sztywno ze szczyptą soli. Wciąż ubijając, dodaj najpierw łyżkę cukru, a następnie wsypuj stopniowo resztę. Ubijaj dopóty, dopóki piana nie stanie się lśniąca - niczym na bezę.
W osobnym naczyniu ubij na sztywno śmietankę.
Czekoladę zdejmij znad parującej wody i wmieszaj delikatnie łyżkę piany. Następnie dodaj ją do reszty piany i połącz delikatnie. Dodaj ubitą śmietankę, płatki chilli i 2/3 startej czekolady.
Mus przełóż do filiżanek lub kokilek. Włóż do lodówki na co najmniej 2h.
Podawaj posypany pozostałą startą gorzką czekoladą i białą czekoladą.
Smacznego!
Mus smakuje rewelacyjnie. Jest kremowy i niesamowicie intensywny. Wspaniały. Z każdą jego łyżeczką rozchodzą się po ciele niesamowicie przyjemne czekoladowe dreszcze. Poza tym idealnie nadaje się na aurę, która do niedawna królowała za oknami - i z resztą zapewne już wkrótce znów się pojawi - rozgrzewa aromatami chilli i rumu. Polecam!
Przepis ten miał być moją propozycją na urodziny bloga - ale jako że pozmieniały się pewne plany w moim życiu, będę w stanie przygotować coś jeszcze innego (i jeszcze lepszego? czy to możliwe? ;)).
Za pomoc w wybraniu tego akurat przepisu i pewne sugestie co do składników dziękuję bardzo Poli. Jesteś niezastąpiona! :*
NA POCZĄTEK - O oliwce słów kilka
- Zaytoon
- Cynamon i oliwka to moja historia. Moje życie zamknięte pośród garści myśli i przepisów, które ukazują mój kulinarny rozwój i podróż przez życie z kuchnią w tle. W to, co robię, staram się wkładać mnóstwo emocji; kiedy gotuję, angażuję się w to całkowicie i mogę powiedzieć, że cała reszta świata się nie liczy. Zapominam się w ważeniu składników, ubijaniu białek i zagniataniu ciasta drożdżowego. Daję się unieść kojącemu ciepłu piekarnika i zapachowi domowego chleba na zakwasie, który wyszedł spod moich dłoni. A dlaczego to wszystko? Bo kocham to, co robię. Kocham eksperymentować, kocham podążać za sprawdzonymi recepturami i - przede wszystkim - uwielbiam smakować jedzenie.
sobota, 18 września 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)






Robiłam kiedyś podobny, bardzo dawno, ale pamiętam, że był cudowny!
OdpowiedzUsuńA tam zguba! :-) A ile radości! Boski mus, po prostu boski.
OdpowiedzUsuńWspaniały i uzależniający - mnie też...
OdpowiedzUsuńAle dlaczego piszesz: mój grzech???
Niepotrzebne to poczucie winy...
jak narkotyk ;] cudowny mus! wart grzechu. taki rozpustny...
OdpowiedzUsuńuzależnienie - tak. grzech - nie. życie jest jedno.
OdpowiedzUsuńja tam wyznaję filozofię hedonistyczną najwyraźniej.
żadnych wyrzutów, Oliwko droga!
Jaki cudny! To nie grzech to coś wspaniałego !:))
OdpowiedzUsuńUściski Oliwko:*
tak grzeszyć można:)
OdpowiedzUsuńpzdr:*
pyyycha, mam ochotę na jedną taką filiżankę.
OdpowiedzUsuńwyznaję zasadę, że czekolada to nie grzech, to przyjemność, naturalne prawo do szczęścia :)
OdpowiedzUsuńpysznie wygląda ten mus!
Niezwykle zmysłowy deser...
OdpowiedzUsuńczekoladowe dreszcze rozkoszy zamarzyły mi się... :)
OdpowiedzUsuńile tu dziś czekolady! :)
OdpowiedzUsuńBardzo lubię takie musy:)
OdpowiedzUsuńJaka tam zguba, pyszności, których organizm też czasem potrzebuje:)
OdpowiedzUsuńA mus wygląda niezwykle kusząco!
Oliwio, ten mus czekoladowy brzmi fantastycznie! Zaraz go sobie zapiszę "w notesiku". Bardzo fajnie opisujesz kolejne etapy przygotowywania swoich smakołyków. Takie uwagi jak np. "czekolada może się rozwarstwić, ale nie martw się, to nie zaszkodzi... itd" bardzo pomagają:) Ja do musu czekoladowego przymierzam się po raz drugi w życiu, pierwszy niestety nie zakończył się sukcesem:( Mam nadzieję, że tym razem będzie lepiej.
OdpowiedzUsuńPzdr Aniado
Maniu prawda? Smakuje doskonale!
OdpowiedzUsuńDragonfly radość, owszem, ale... niesamowicie zgubna.
Amber gdybym ja tylko zjadała normalne ilości (czyt. kostka/paseczek), to poczucia winy by nie było. ;))
Karmelitko właściwie to wcale nie aż tak straszliwa wersja musu! I żółtek nie ma...
Wróżko gdyby to tylko w boczki nie szło, to byłoby super. ;))
Majanko grzech. Ale najsmaczniejszy z możliwych. ;))
Małgo skoro tak mówisz. :D
Białoczarna częstuj się śmiało!
Kaś o! Może taką właśnie filozofię powinnam przybrać?
Mikimama już widzę go w blasku świec... Cudownie.
Myniolinka wystarczy kilka minut i 2 godziny chłodzenia i... dreszcze gwarantowane!
Paulo czekolada to dla mnie królowa słodkości, więc nigdy jej dość.
Wiosenko wcale się nie dziwię. ;)
Korniku tyle tylko, że u mnie "czasem" przerodziło się w "uzależnienie", niestety. ;))
Aniado cieszę się ogromnie, że Ci się tutaj podoba. Przepis ten jest raczej moim przekładem oryginału i w oryginale ta uwaga była - z resztą, bardzo ważna. Ja sama przeraziłam się niesamowicie, kiedy mi się rozwarstwiła czekolada. Ale później rzeczywiście wszystko wróciło do normy. A w dodatku ten smak!
Trzymam kciuki za powodzenie! :)
Pozdrawiam!
Zaśliniłam się :)
OdpowiedzUsuńOj tam od razu "zguba" ;)
OdpowiedzUsuńZapisuję przepis - idealny na zimę będzie :)))
jak zaczynałam przygodę z kucharzeniem to mus był moim pierwszym z deserów, mam pewien przepis więc w zimie zrobię (: może nawet dodam chili?
OdpowiedzUsuńCzy ja mogę prosić o jedną prcyjkę takiego musu? Rozpusta.
OdpowiedzUsuńsama zgrzeszyłaś i teraz innych kusisz ;)
OdpowiedzUsuńOj wierzę, że trudno się od tego musu oderwać. Ale czasami warto zgrzeszyć i wcale się tego nie żałuje ;)
OdpowiedzUsuńAhh tak, czekolada to najlepsze co nas w życiu spotyka xD Takie małe przyjemności najbardziej się liczą.
OdpowiedzUsuńCzekolady nigdy dość :>
Pozdrawiam serdecznie :*
Oliveczko, rozjaśniło się u Ciebie - wielki PLUS, OGROMNY !!! A mus, wygląda niezwykle kusząco, on już nawet brzmi kusząco...:)
OdpowiedzUsuńPiękna notka :) Jeszcze muszę później wpaść do Ciebie i popatrzeć na mus, bo coś mi dzisiaj moja przeglądarka nawala:))
OdpowiedzUsuńPozdrawiam cieplutko!
ale czekoladowo u Ciebie:) mus jest cudowny i przepyszny:)
OdpowiedzUsuńtaka jedna filizanke chetnie bym porwala...:)
Pięknie ujęłaś kwestię czekoladowego uzależnienia - zarazem najgorszego i najpiękniejszego na świecie ;).
OdpowiedzUsuńCudny mus, piękne filiżanki. Lubię smakowe zestawienie czekolady, brązowego cukru i rumu.
I Twój blog inaczej wygląda, bardzo ładnie zresztą!
Pozdrawiam.
Jakie ladne zmiany na Twoim blogu Oliwko :) Bardzo mi sie podoba. Taki mus moglby stac sie rowniez moim grzechem, nie mialabym nic przeciwko temu :) Pysznie wyglada :)
OdpowiedzUsuńBuuu, już któryś raz nie ładuję mi się zdjęcia u Ciebie :((( Spróbuję później bo ten mus zapowiada się nie tylko smakowity, ale i piękny :)
OdpowiedzUsuńJakie ładne "przemeblowanie":)
OdpowiedzUsuńA mus miałam robić w weekend, ale potem zmieniłam na creme caramel:) Kremu już nie ma, a Ty mnie takim musem kusisz....
Pozdrowienia!
to musi smakować nadzwyczajnie :) a do tego jeszcze te kuszące zdjęcia :) super
OdpowiedzUsuńWedelko no cóż... Powiem nieskromnie, że wcale się nie dziwię. ;)
OdpowiedzUsuńMoniko nie tylko na zimę - jesienią sprawdzi się równie dobrze. :)
Viri wiesz, że skłoniłaś mnie właśnie do głębokich zastanowień? I powiem Ci, że ja nie mam pojęcia, co było moim pierwszym deserem - a to przecież zaledwie niecały rok temu! Może panna cotta?...
Chanyo jak najbardziej!
Ago bo ze mnie niezmiernie diabelskie dziewczę w niepozornej powłoce. ;))
Karolino hmm... Co prawda, to prawda. Tylko jeszcze w tym grzeszeniu trzeba znać umiar. ;))
Bez sosiku wiesz, że też ostatnio doszłam do takiego wniosku? Czekolada to jeden z najcudowniejszych wynalazków ludzkości.
Ewelinko cieszy mnie, że zmiany się spodobały. A mus rzeczywiście rewelacyjny.
Andziu mam nadzieję, że problemy z przeglądarką rozwiązane.
Ago porywaj, na zdrowie! ;)
Turlaczku połączenie rzeczywiście fantastyczne. Szkoda, że sama nie możesz się w najbliższym czasie na nie skusić...
Majeczko fajnie, że zmiany przypadły Ci do gustu. A mus polecam z czystym sercem.
Tili może to kwestia przeglądarki? Sama nie wiem... Wszędzie, gdzie wchodziłam na mojego bloga, zdjęcia działały. Szkoda, że u Ciebie się nie otwierają...
Aniu kuszę, kuszę. Bo naprawdę warto. Ale tak właściwie, to jesteśmy kwita - bo i Twój creme niesamowicie do mnie przemawia.
Magdo dziękuję za "zdjęciowy" komplement. A smakuje... Tak, masz chyba rację. Nadzwyczajnie to dobre słowo.
Pozdrawiam! :)
Strasznie lubię tak przyrządzone musy czekoladowe, z białkami. Są niesamowicie lekkie i można szaleć z dodatkami - kropla alkoholu całkiem zmienia ich oblicze!
OdpowiedzUsuńUwielbiam łączyć słowa: jedzenie i grzech. Toż to jedna z największych przyjemności życia: grzeszyć jedząc ;-) i do tego taki wspaniały mus czekoladowy :)
OdpowiedzUsuńW zyciu nie robilam musu czekoladowego, no moze kiedys wreszcie zrobie cos pana PH :) ta
OdpowiedzUsuńCzekolada to przyczyna zguby mowisz Zay? Wiesz jak piszesz jednak o dzwieku lamanej tabliczki, o otuleniu zmyslow to mysle ze towarzyszy temu szczescie, co?:*
Aniu alkohol w ogóle niesamowicie podkręca smak deserów; nie tylko z resztą. Bardzo to lubię!
OdpowiedzUsuńJoanno no ale jakby na to nie patrzeć, można też jedząc - nie grzeszyć. Tyle tylko, że przy takich pysznościach trudno o umiar! ;))
Basiu naprawdę, nigdy? Nie spodziewałam się. Koniecznie trzeba nadrobić! :)
A co do przyjemności i grzechu... Czyż zazwyczaj nie idą one w parze?... ;))
Pozdrawiam!
Mmm.. aj chętnie bym wpadła teraz na taki musik.
OdpowiedzUsuńBuziaki!