Nadchodzi Nowe...
Co oznacza ono dla Was?...
Ja od siebie, z głębi życzę Wam aby
Nowe znaczyło: lepsze
Nowe znaczyło: ciepłe uczucia o
Nowe znaczyło: odnalezienie siebie
Nowe znaczyło: realizacja planów i marzeń
Nowe znaczyło po prostu: szczęście...
Hummus
/przepis własny
Składniki:
260 g ugotowanej ciecierzycy
1-2 łyżki tahini (pasty sezamowej)
1/2 - 1 ząbek czosnku przeciśnięty przez praskę (niekoniecznie, choć warto)
1-2 łyżki oliwy
1-2 łyżki wody (opcjonalnie)
sok z cytryny
sól
Ciecierzycę zmiksuj na gładką pastę z tahini i czosnkiem. Dolej oliwę i wymieszaj wszystko dokładnie. Jeżeli hummus wciąż będzie zbyt gęsty, dodaj do niego nieco wody. Dopraw do smaku solą i cytryną.
Hummus najlepiej smakuje z dobrej jakości oliwą i chlebkami pita.
Smacznego!
Hummusu po raz pierwszy spróbowałam całkiem niedawno, bo dwa miesiące temu. Od pierwszej łyżeczki absolutnie przepadłam. Cudownie gładka, aksamitna pasta pełna smaku. Wszechstronna, idealna o każdej porze dnia. Lekko słona, nieco kwaśna, o orzechowym posmaku. Niezobowiązująca - najlepiej smakuje wyjadana wprost z miseczki, kiedy jako łyżeczek używa się pokrojonych na trójkąciki chlebków pita, a wszystko skrapia doskonałą oliwą z oliwek. Myślę, że idealnie sprawdzi się w roli sylwestrowej przekąski postawionej w dużej misce pośrodku stołu. Polecam wszystkim miłośnikom orientalnych - i nie tylko - smaków.
NA POCZĄTEK - O oliwce słów kilka
- Zaytoon
- Cynamon i oliwka to moja historia. Moje życie zamknięte pośród garści myśli i przepisów, które ukazują mój kulinarny rozwój i podróż przez życie z kuchnią w tle. W to, co robię, staram się wkładać mnóstwo emocji; kiedy gotuję, angażuję się w to całkowicie i mogę powiedzieć, że cała reszta świata się nie liczy. Zapominam się w ważeniu składników, ubijaniu białek i zagniataniu ciasta drożdżowego. Daję się unieść kojącemu ciepłu piekarnika i zapachowi domowego chleba na zakwasie, który wyszedł spod moich dłoni. A dlaczego to wszystko? Bo kocham to, co robię. Kocham eksperymentować, kocham podążać za sprawdzonymi recepturami i - przede wszystkim - uwielbiam smakować jedzenie.
czwartek, 30 grudnia 2010
poniedziałek, 27 grudnia 2010
Sernik czekoladowo-pomarańczowy i kolory zimy.
Fioletowa czapka oprószona białymi płatkami śniegu
Zimna bladość poranka
Szaro-złote promienie słońca
Srebrzyste lśnienia pośród ostrych sopli
Czerwone, zmarznięte dłonie, otulające kubek pełen rozgrzewającej herbaty
Przygaszona zieleń ukryta wśród iglastych drzew
I nieskończona mnogość barw w przeciwwadze. Zawieszona w oknach - jako miliony migających lampek; na choinkach - jako zdobne bombki; na stołach - jako pomarańcze, wigilijny barszcz, keks pełen bakalii...
Kolory zimy...
Sernik czekoladowo-pomarańczowy
/zmieniony lekko przepis od Ani
Na spód:
180 g korzennych ciastek
70 g masła
Ciasteczka zmiel w blenderze (lub rozkrusz zawinięte w ściereczkę przy pomocy wałka). Dodaj do nich roztopione masło i wymieszaj. Wyłóż dno i boki foremki o średnicy 22-24 cm, wyłożonej papierem do pieczenia i schłódź w lodówce.
Na masę serową:
750 g trzykrotnie mielonego twarogu (użyłam takiego z wiaderka)
180 g cukru
180 g gorzkiej czekolady
3 jajka
180 ml kremówki
skórka otarta z pomarańczy
sok wyciśnięty z jednej pomarańczy
2-3 łyżki rumu
1 łyżka wody z kwiatów pomarańczy (opcjonalnie)
Czekoladę roztop w kąpieli wodnej i ostudź. Ser zmiksuj z cukrem na gładką masę (nie miksuj zbyt długo, w innym wypadku sernik może popękać!), dodaj ostudzoną czekoladę, a następnie jajka, kremówkę, rum, sok z pomarańczy, wodę z kwiatów pomarańczy i pomarańczową skórkę. Dokładnie wymieszaj, najlepiej za pomocą drewnianej łyżki. Masa powinna być gładka i jednolita.
Wylej masę na schłodzony spód.
Piekarnik nagrzej do 160 stopni i piecze w nim sernik przez około 1 godzinę i 10 minut. Po tym czasie wyłącz piekarnik i zostaw w nim sernik na około godzinę. Po godzinie wyciągnij go i ostudź do końca.
Na polewę:
75 g czekolady
125 ml kremówki
1 łyżeczka miodu
odrobina skórki pomarańczowej
Do garnuszka wlej śmietanę, dodaj łyżeczkę miodu, skórkę pomarańczową i połamaną na kawałki czekoladę. Podgrzewaj na niewielkim ogniu do rozpuszczenia się czekolady i uzyskania gładkiej polewy. Lekko ostudź i następnie polej nią sernik.
Po całkowitym ostudzeniu sernika chowamy go najlepiej na całą noc do lodówki.
Smacznego!
Sernik niesamowicie aromatyczny. Bardziej wytrawny, niż słodki - pełen przenikających się smaków czekolady i pomarańczy, czyli mariażu idealnego. Wilgotny i ciężki, choć cudownie kremowy w swej konsystencji. Pierwszego dnia po upieczeniu trudno pokroić go na idealnie równie kawałki (co widać na zdjęciach, niestety), ale to ani trochę nie ujmuje mu smaku. Wspaniałego smaku! Idealny na zimowe spotkania przy świetle świec i cieple kominka.
Zimna bladość poranka
Szaro-złote promienie słońca
Srebrzyste lśnienia pośród ostrych sopli
Czerwone, zmarznięte dłonie, otulające kubek pełen rozgrzewającej herbaty
Przygaszona zieleń ukryta wśród iglastych drzew
I nieskończona mnogość barw w przeciwwadze. Zawieszona w oknach - jako miliony migających lampek; na choinkach - jako zdobne bombki; na stołach - jako pomarańcze, wigilijny barszcz, keks pełen bakalii...
Kolory zimy...
Sernik czekoladowo-pomarańczowy
/zmieniony lekko przepis od Ani
Na spód:
180 g korzennych ciastek
70 g masła
Ciasteczka zmiel w blenderze (lub rozkrusz zawinięte w ściereczkę przy pomocy wałka). Dodaj do nich roztopione masło i wymieszaj. Wyłóż dno i boki foremki o średnicy 22-24 cm, wyłożonej papierem do pieczenia i schłódź w lodówce.
Na masę serową:
750 g trzykrotnie mielonego twarogu (użyłam takiego z wiaderka)
180 g cukru
180 g gorzkiej czekolady
3 jajka
180 ml kremówki
skórka otarta z pomarańczy
sok wyciśnięty z jednej pomarańczy
2-3 łyżki rumu
1 łyżka wody z kwiatów pomarańczy (opcjonalnie)
Czekoladę roztop w kąpieli wodnej i ostudź. Ser zmiksuj z cukrem na gładką masę (nie miksuj zbyt długo, w innym wypadku sernik może popękać!), dodaj ostudzoną czekoladę, a następnie jajka, kremówkę, rum, sok z pomarańczy, wodę z kwiatów pomarańczy i pomarańczową skórkę. Dokładnie wymieszaj, najlepiej za pomocą drewnianej łyżki. Masa powinna być gładka i jednolita.
Wylej masę na schłodzony spód.
Piekarnik nagrzej do 160 stopni i piecze w nim sernik przez około 1 godzinę i 10 minut. Po tym czasie wyłącz piekarnik i zostaw w nim sernik na około godzinę. Po godzinie wyciągnij go i ostudź do końca.
Na polewę:
75 g czekolady
125 ml kremówki
1 łyżeczka miodu
odrobina skórki pomarańczowej
Do garnuszka wlej śmietanę, dodaj łyżeczkę miodu, skórkę pomarańczową i połamaną na kawałki czekoladę. Podgrzewaj na niewielkim ogniu do rozpuszczenia się czekolady i uzyskania gładkiej polewy. Lekko ostudź i następnie polej nią sernik.
Po całkowitym ostudzeniu sernika chowamy go najlepiej na całą noc do lodówki.
Smacznego!
Sernik niesamowicie aromatyczny. Bardziej wytrawny, niż słodki - pełen przenikających się smaków czekolady i pomarańczy, czyli mariażu idealnego. Wilgotny i ciężki, choć cudownie kremowy w swej konsystencji. Pierwszego dnia po upieczeniu trudno pokroić go na idealnie równie kawałki (co widać na zdjęciach, niestety), ale to ani trochę nie ujmuje mu smaku. Wspaniałego smaku! Idealny na zimowe spotkania przy świetle świec i cieple kominka.
Etykiety:
czekoladowo,
serniki
czwartek, 23 grudnia 2010
Lebkuchen - pierniczki z marcepanem i Świąt pełnych...
Świąt pełnych
ciepła płynącego z rozpalonych drewien kominka,
roziskrzonej radości - niczym poranne błyski zmrożonego śniegu,
spokoju, które odbicie swe znajdzie cichym szumie wiatru za oknem,
ukojenia płynącego z otulającego zapachu korzeni,
chwil zapadających w pamięć jak odcisk dłoni w gipsie
Świąt takich, jakimi je sobie wymarzycie...
* bardzo, ale to bardzo chciałam złożyć wielu z Was życzenia prywatne i jedyne w swoim rodzaju - niestety świąteczny brakczas i pewne niespodziewane okoliczności absolutnie mi to uniemożliwiły - przyjmijcie więc wersję publiczna, ale nie mniej szczerą i płynącą z serca...
Lebkuchen
/przepis znaleziony u Ali
Składniki:
500g mąki żytniej; najlepiej typ 720
100g miękkiego masła
100g marcepana w temperaturze pokojowej
1 łyżka sody
100g cukru trzcinowego
200g płynnego miodu
1-2 łyżki przyprawy piernikowej (warto skomponować ją samemu: cynamon, imbir, gałka muszkatołowa, kardamon, pieprz, goździki, ziele angielskie - w proporcjach, jakie nam odpowiadają najbardziej)
2 jajka
1 żółtko
otarta skórka z jednej cytryny
80g uprażonych, obranych i zmielonych migdałów (jeśli mamy migdały niezmielone można zmielić je z cukrem w malakserze)
dodatkowo: jedno jajko lub trochę mleka do smarowania przed pieczeniem (niekoniecznie)
opcjonalnie: lukier lub roztopiona czekolada do dekoracji
Mąkę wymieszaj z sodą. Dodaj miękkie masło i razem wymieszaj. Dodaj pozostałe składniki i razem wyrabiaj do uzyskania elastycznego, zwartego ciasta. Najwygodniej wszystko wyrabiać robotem kuchennym z uchwytami do ciast drożdżowych.
Gotowe ciasto uformuj w kulkę, zawiń w folię spożywczą i wstaw do lodówki na całą noc.
Następnie, wyjąć ciasto z lodówki, rozwałkować na grubość 6 mm i wykrawaj pierniczki.
Piekarnik nagrzej do 160-170 stopni C. Pierniczki układaj na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Posmaruj mlekiem lub rozbełtanym jajkiem. Piecz 12-15 minut.
Po upieczeniu możesz udekorować je lukrem lub zamoczyć spody/całe ciastka w roztopionej czekoladzie [drugą opcję polecam szczególnie!].
Smacznego!
Pierniczki niezwykłe. Niezwykle pyszne. Tuż po upieczeniu są rozkosznie miękkie; z czasem twardnieją i nabierają charakteru, by później, tego samego dnia - pozostając charakterne, zmięknąć. Cudowne w nich jest to, że wcale a wcale nie muszą dojrzewać - jeżeli jesteście spóźnialscy - jak ja - wystarczy, że nastawicie ciasto na dzień przed Wigilią, w samo święto wasz dom wypełni się cudownym korzennym ciepłem i miodowym smakiem. Zajadać można je tego samego dnia, w którym zostaną upieczone - można je też dłużej potrzymać - zamknięte w puszce wspomnienie Świąt...
ciepła płynącego z rozpalonych drewien kominka,
roziskrzonej radości - niczym poranne błyski zmrożonego śniegu,
spokoju, które odbicie swe znajdzie cichym szumie wiatru za oknem,
ukojenia płynącego z otulającego zapachu korzeni,
chwil zapadających w pamięć jak odcisk dłoni w gipsie
Świąt takich, jakimi je sobie wymarzycie...
* bardzo, ale to bardzo chciałam złożyć wielu z Was życzenia prywatne i jedyne w swoim rodzaju - niestety świąteczny brakczas i pewne niespodziewane okoliczności absolutnie mi to uniemożliwiły - przyjmijcie więc wersję publiczna, ale nie mniej szczerą i płynącą z serca...
Lebkuchen
/przepis znaleziony u Ali
Składniki:
500g mąki żytniej; najlepiej typ 720
100g miękkiego masła
100g marcepana w temperaturze pokojowej
1 łyżka sody
100g cukru trzcinowego
200g płynnego miodu
1-2 łyżki przyprawy piernikowej (warto skomponować ją samemu: cynamon, imbir, gałka muszkatołowa, kardamon, pieprz, goździki, ziele angielskie - w proporcjach, jakie nam odpowiadają najbardziej)
2 jajka
1 żółtko
otarta skórka z jednej cytryny
80g uprażonych, obranych i zmielonych migdałów (jeśli mamy migdały niezmielone można zmielić je z cukrem w malakserze)
dodatkowo: jedno jajko lub trochę mleka do smarowania przed pieczeniem (niekoniecznie)
opcjonalnie: lukier lub roztopiona czekolada do dekoracji
Mąkę wymieszaj z sodą. Dodaj miękkie masło i razem wymieszaj. Dodaj pozostałe składniki i razem wyrabiaj do uzyskania elastycznego, zwartego ciasta. Najwygodniej wszystko wyrabiać robotem kuchennym z uchwytami do ciast drożdżowych.
Gotowe ciasto uformuj w kulkę, zawiń w folię spożywczą i wstaw do lodówki na całą noc.
Następnie, wyjąć ciasto z lodówki, rozwałkować na grubość 6 mm i wykrawaj pierniczki.
Po upieczeniu możesz udekorować je lukrem lub zamoczyć spody/całe ciastka w roztopionej czekoladzie [drugą opcję polecam szczególnie!].
Smacznego!
Pierniczki niezwykłe. Niezwykle pyszne. Tuż po upieczeniu są rozkosznie miękkie; z czasem twardnieją i nabierają charakteru, by później, tego samego dnia - pozostając charakterne, zmięknąć. Cudowne w nich jest to, że wcale a wcale nie muszą dojrzewać - jeżeli jesteście spóźnialscy - jak ja - wystarczy, że nastawicie ciasto na dzień przed Wigilią, w samo święto wasz dom wypełni się cudownym korzennym ciepłem i miodowym smakiem. Zajadać można je tego samego dnia, w którym zostaną upieczone - można je też dłużej potrzymać - zamknięte w puszce wspomnienie Świąt...
Etykiety:
blogowe akcje,
ciasteczka
poniedziałek, 20 grudnia 2010
Domowy budyń waniliowy i barwne talerze nad głową.
Beztroskie chwile spędzane na kuchennym blacie
Zawsze w tym samym miejscu; w rożku, z szafką pełną młynków i barwnych talerzy nad głową
Widelczyk porwany z patelni, łyżeczka pełna pyszności z garnka
Weź wsyp do tego mleka łyżkę mąki, taką czubatą, dodaj żółtko - tylko uważaj, żeby ci skorupka nie wpadła i białko się nie zapodziało, i mieszaj. Tak mocno! A teraz daj mi. Gorące - trzeba uważać...
Cudownie aksamitna konsystencja i błogo kojąca słodycz
Czerwony, szczypiący lekko w język sok malinowy, który nigdy nie chciał być tam, gdzie sobie to wymarzyliśmy - spływający na spód miseczki, uciekający z łyżeczki, brudzący koszulkę
Błysk w niebieskich oczach i opowieści dźwięcznego, pełnego radości głosu
Moja mała kuchareczko!
Tuż przed świąteczną burzą sama mieszam gorącą miksturę w garnku
Jestem już większą kuchareczką
Przywołuję wspomnienia
Bez malinowego soku...
>klik<
>klik<
Domowy budyń waniliowy
/nieznacznie zmieniony przepis od Doroty
Składniki:
1 szklanka mleka
1 łyżeczka masła
1-1,5 łyżki cukru z prawdziwą wanilią [na przykład takiego]
1/2-1 łyżeczki ekstraktu z wanilii
1 łyżka mąki ziemniaczanej
1 żółtko
ew. cukier
3/4 szklanki zagotuj z cukrem i ekstraktem z wanilii. Spróbuj i jeżeli jest dla ciebie zbyt mało słodkie - dosłódź nieco.
Do pozostałej części dosyp mąkę i wbij żółtko. Ubij lekko przy pomocy widelca lub balonowej trzepaczki. Dolej do gotującego się mleka, natychmiast obniż moc palnika i mieszaj intensywnie do zagotowania. Pogotuj chwilę - do zgęstnienia i przelej do salaterek.
Smacznego!
Chyba dla większości z nas budyń przywołuje wspomnienia dzieciństwa. Domowa wersja tego deseru jest naprawdę wspaniała. Sklepowe odpowiedniki doprawiane sztucznymi aromatami i równie sztucznie barwione ani trochę nie przypominają tego, co sami możemy równie łatwo wyczarować w domu. Każda kolejna, pełna aksamitnego smaku, łyżeczka przywołuje beztroskę i daje spokój. Mój comfort food...
Zawsze w tym samym miejscu; w rożku, z szafką pełną młynków i barwnych talerzy nad głową
Widelczyk porwany z patelni, łyżeczka pełna pyszności z garnka
Weź wsyp do tego mleka łyżkę mąki, taką czubatą, dodaj żółtko - tylko uważaj, żeby ci skorupka nie wpadła i białko się nie zapodziało, i mieszaj. Tak mocno! A teraz daj mi. Gorące - trzeba uważać...
Cudownie aksamitna konsystencja i błogo kojąca słodycz
Czerwony, szczypiący lekko w język sok malinowy, który nigdy nie chciał być tam, gdzie sobie to wymarzyliśmy - spływający na spód miseczki, uciekający z łyżeczki, brudzący koszulkę
Błysk w niebieskich oczach i opowieści dźwięcznego, pełnego radości głosu
Moja mała kuchareczko!
Tuż przed świąteczną burzą sama mieszam gorącą miksturę w garnku
Jestem już większą kuchareczką
Przywołuję wspomnienia
Bez malinowego soku...
>klik<
>klik<
Domowy budyń waniliowy
/nieznacznie zmieniony przepis od Doroty
Składniki:
1 szklanka mleka
1 łyżeczka masła
1-1,5 łyżki cukru z prawdziwą wanilią [na przykład takiego]
1/2-1 łyżeczki ekstraktu z wanilii
1 łyżka mąki ziemniaczanej
1 żółtko
ew. cukier
3/4 szklanki zagotuj z cukrem i ekstraktem z wanilii. Spróbuj i jeżeli jest dla ciebie zbyt mało słodkie - dosłódź nieco.
Do pozostałej części dosyp mąkę i wbij żółtko. Ubij lekko przy pomocy widelca lub balonowej trzepaczki. Dolej do gotującego się mleka, natychmiast obniż moc palnika i mieszaj intensywnie do zagotowania. Pogotuj chwilę - do zgęstnienia i przelej do salaterek.
Smacznego!
Chyba dla większości z nas budyń przywołuje wspomnienia dzieciństwa. Domowa wersja tego deseru jest naprawdę wspaniała. Sklepowe odpowiedniki doprawiane sztucznymi aromatami i równie sztucznie barwione ani trochę nie przypominają tego, co sami możemy równie łatwo wyczarować w domu. Każda kolejna, pełna aksamitnego smaku, łyżeczka przywołuje beztroskę i daje spokój. Mój comfort food...
Etykiety:
desery,
wspomnienia
czwartek, 16 grudnia 2010
Domowy cukier waniliowy i już za chwileczkę...
Palce zesztywniałe od mrozu
Rozgrzewająca moc korzennych przypraw
Kawałek piernika
Haust lodowatego powietrza wciąganego do płuc
Kilka słów, kilka kadrów
Niespodziewane zwroty i powroty
Już za chwileczkę, już za momencik - Święta...
Domowy cukier waniliowy
/kilka składników zmieszanych w kuchennym zaciszu
Składniki:
ok. 500 g cukru
ok. 500 g cukru pudru
2-3 laski wanilii
Cukry wymieszaj ze sobą. Laski wanilii natnij wzdłuż, wyskrob dokładnie ziarenka, a następnie pozbawione ziaren laski pokrój na kilka części; dodaj ziarnka i laski do cukrów. Całość przesyp do szczelnego pojemnika i odstaw na minimum tydzień. Im dłużej cukier postoi, tym mocniejszy osiągnie aromat.
Polecam co kilka dni wstrząsać pojemnikiem z cukrem - wszak (ze względu na dodatek cukru pudru) lubi się on zbrylać. Ani trochę jednak nie psuje to jego smaku ani właściwości.
Smacznego!
Domowy cukier waniliowy jest naprawdę niesamowity. Jego aromat przewyższa wszystkie jego sklepowe wersje. Nawet odrobina dodana do herbaty, kakao czy deseru, zmienia je w coś magicznego. A zapachu, który rozchodzi się po otworzeniu słoika nie sposób opisać. Nieuchwytny, niesamowicie kuszący.
Porcja waniliowego cukru wydaje się być idealnym świątecznym prezentem - jeżeli na tydzień przed daną okazją zostanie wstawiony, nabierze w sam raz aromatu. A jeżeli zaznaczymy, by osoby obdarowane pozwoliły mu odpocząć jeszcze chwilkę, stanie się prawdziwie idealny. Myślę, że sprawi on wiele radości kulinarnym pasjonatom, którzy sami jeszcze nie zdążyli go przygotować.
Rozgrzewająca moc korzennych przypraw
Kawałek piernika
Haust lodowatego powietrza wciąganego do płuc
Kilka słów, kilka kadrów
Niespodziewane zwroty i powroty
Już za chwileczkę, już za momencik - Święta...
Domowy cukier waniliowy
/kilka składników zmieszanych w kuchennym zaciszu
Składniki:
ok. 500 g cukru
ok. 500 g cukru pudru
2-3 laski wanilii
Cukry wymieszaj ze sobą. Laski wanilii natnij wzdłuż, wyskrob dokładnie ziarenka, a następnie pozbawione ziaren laski pokrój na kilka części; dodaj ziarnka i laski do cukrów. Całość przesyp do szczelnego pojemnika i odstaw na minimum tydzień. Im dłużej cukier postoi, tym mocniejszy osiągnie aromat.
Polecam co kilka dni wstrząsać pojemnikiem z cukrem - wszak (ze względu na dodatek cukru pudru) lubi się on zbrylać. Ani trochę jednak nie psuje to jego smaku ani właściwości.
Smacznego!
Domowy cukier waniliowy jest naprawdę niesamowity. Jego aromat przewyższa wszystkie jego sklepowe wersje. Nawet odrobina dodana do herbaty, kakao czy deseru, zmienia je w coś magicznego. A zapachu, który rozchodzi się po otworzeniu słoika nie sposób opisać. Nieuchwytny, niesamowicie kuszący.
Porcja waniliowego cukru wydaje się być idealnym świątecznym prezentem - jeżeli na tydzień przed daną okazją zostanie wstawiony, nabierze w sam raz aromatu. A jeżeli zaznaczymy, by osoby obdarowane pozwoliły mu odpocząć jeszcze chwilkę, stanie się prawdziwie idealny. Myślę, że sprawi on wiele radości kulinarnym pasjonatom, którzy sami jeszcze nie zdążyli go przygotować.
Etykiety:
inne
poniedziałek, 13 grudnia 2010
Daktylowe kwadraty z karmelowym sosem i strony.
Setki przestudiowanych stron
Stosy zapisanych kartek
Zmęczenie
Życzcie mi powodzenia! :)
Daktylowe kwadraty z karmelowym sosem
/nieznacznie zmieniony przepis z książki "1001 cupcakes, cookies and other tempting treats" autorstwa Susanny Tee
Składniki:
150 g posiekanych daktyli bez pestek
175 ml gorącej wody
1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
85 g masła
140 g drobnego złocistego cukru
1 duże jajko, lekko ubite
1/2 łyżeczki ekstraktu waniliowego
175 g mąki
szczypta soli
1 i 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
Piekarnik rozgrzej do 180 st. C. Natłuść i wyłóż papierem do pieczenia kwadratową formę o boku długości 20-24 cm.
Daktyle wraz z gorącą wodą i sodą umieść w niewielkim garnuszku. Podgrzewaj na małym ogniu przez ok. 5 minut, nie dopuszczając do wrzenia, aż daktyle staną się miękkie.
Masło ubij z cukrem, aż stanie się jasne i puszyste. Wbij jajka, dolej ekstrakt i daktylową masę. Przesiej mąkę z solą i proszkiem do pieczenia. Wymieszaj wszystko dokładnie.
Ciasto przelej do formy i piecz 40-45 minut - do "suchego patyczka".
Karmelowy sos:
85 g miałkiego jasnobrązowego cukru
40 g masła
2 łyżki śmietany albo mleka
Cukier, masło i śmietanę umieść w garnuszku i podgrzewaj delikatnie, by składniki się połączyły. Następnie, mieszając, gotuj kolejne 2 minuty.
Powierzchnię ciasta ponakłuwaj przy pomocy widelca, a następnie polej gorącym sosem. Odstaw ciasto do zastygnięcia, a następnie pokrój w kwadraty.
Smacznego!
Ciasto w stylu bananowego chlebka. Wilgotne, aromatyczne, zapewne długo zachowujące świeżość (choć u nas nie przetrwało nawet jednego dnia). Pokryte lśniącą polewą. Daktyle dodają mu słodyczy i sprawiają, że całość ma niesamowitą strukturę. Ciężką, może nawet nieco zakalcowatą. Jeżeli jesteście więc wielbicielami leciutkich i pulchnych babek - to wypiek zdecydowanie nie dla Was. Warto jednak spróbować! Może dzięki niemu się przekonacie? :)
Stosy zapisanych kartek
Zmęczenie
Życzcie mi powodzenia! :)
Daktylowe kwadraty z karmelowym sosem
/nieznacznie zmieniony przepis z książki "1001 cupcakes, cookies and other tempting treats" autorstwa Susanny Tee
Składniki:
150 g posiekanych daktyli bez pestek
175 ml gorącej wody
1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
85 g masła
140 g drobnego złocistego cukru
1 duże jajko, lekko ubite
1/2 łyżeczki ekstraktu waniliowego
175 g mąki
szczypta soli
1 i 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
Piekarnik rozgrzej do 180 st. C. Natłuść i wyłóż papierem do pieczenia kwadratową formę o boku długości 20-24 cm.
Daktyle wraz z gorącą wodą i sodą umieść w niewielkim garnuszku. Podgrzewaj na małym ogniu przez ok. 5 minut, nie dopuszczając do wrzenia, aż daktyle staną się miękkie.
Masło ubij z cukrem, aż stanie się jasne i puszyste. Wbij jajka, dolej ekstrakt i daktylową masę. Przesiej mąkę z solą i proszkiem do pieczenia. Wymieszaj wszystko dokładnie.
Ciasto przelej do formy i piecz 40-45 minut - do "suchego patyczka".
Karmelowy sos:
85 g miałkiego jasnobrązowego cukru
40 g masła
2 łyżki śmietany albo mleka
Cukier, masło i śmietanę umieść w garnuszku i podgrzewaj delikatnie, by składniki się połączyły. Następnie, mieszając, gotuj kolejne 2 minuty.
Powierzchnię ciasta ponakłuwaj przy pomocy widelca, a następnie polej gorącym sosem. Odstaw ciasto do zastygnięcia, a następnie pokrój w kwadraty.
Smacznego!
Ciasto w stylu bananowego chlebka. Wilgotne, aromatyczne, zapewne długo zachowujące świeżość (choć u nas nie przetrwało nawet jednego dnia). Pokryte lśniącą polewą. Daktyle dodają mu słodyczy i sprawiają, że całość ma niesamowitą strukturę. Ciężką, może nawet nieco zakalcowatą. Jeżeli jesteście więc wielbicielami leciutkich i pulchnych babek - to wypiek zdecydowanie nie dla Was. Warto jednak spróbować! Może dzięki niemu się przekonacie? :)
czwartek, 9 grudnia 2010
Rozkosznie maślany shortbread i srebrzyste baletnice.
Siadam na parapecie z kubkiem parującej herbaty
Czarna; straszliwie słodka; z miodem i cytryną
Przez grubą szybę obserwuję srebrzyste baletnice
Mówią, że nie ma dwóch takich samych...
Myślę sobie, że to jak z ludźmi - wszyscy wędrują do celu, ale każdy ma swoją metodę i choć krok wielu może wydawać się identycznym, to nieprawda.
Jedni stawiają stopy ostrożnie, wcześniej dokładnie badając teren - sami.
Inni nie bacząc na nic, biegną wprzód, jakby gdzieś niedaleko, za ich plecami płonął ogień, nie pozwalający im zatrzymać się i po prostu... odetchnąć.
Są też tacy, którzy chcieliby pójść na skróty; po śladach odciśniętych w piasku. Tyle tylko, że starczy silniejszy podmuch wiatru, niewiele kropli deszczu, by ślady znikły. A wtedy... Wtedy nawet rozpaczliwe poszukiwanie wcześniejszych znaków, które wydawały się być trwałymi nie przynoszą żadnych efektów...
Uchylam okno, by płuca wypełnić palącym mroźnym powietrzem
Absolutna cisza
Bezgwiezdna noc
I nieprzewidywalny taniec srebrnych płatków, z których każdy jest inny...
Shortbread
/zmieniony lekko przepis od Oli
Składniki:
100 g cukru pudru
200 g mąki
100 g skrobi kukurydzianej (maizeny) (myślę, że jeśli zastąpicie ją mąką kukurydzianą nic się nie stanie)
300 g bardzo miękkiego masła
ziarenka z 1 laski wanilii (lub 1 łyżeczka ekstraktu z wanilii)
Piekarnik nagrzej do160 st . C
W misce wymieszaj cukier puder, mąkę, mąkę kukurydzianą.
Laskę wanilii przetnij wzdłuż i małym nożykiem wyjmij ziarenka. Do suchych składników dodaj masło, ziarenka wanilii i wymieszaj mikserem. Zmiksuj wszystko lekko do utworzenia "okruchów", a następnie wymieszaj do połączenia się wszystkiego w kulę dłońmi - od ich ciepła masło łatwiej połączy się z mąką.
Prostokątną blaszkę wyłóż papierem do pieczenia. Palcami lub łyżką dociśnij ciasto do jej dna - tak, by utworzyło równą warstwę grubości około 1-2 cm. (Warto ręce zwilżyć lekko, wtedy pójdzie łatwiej)
Przed wsadzeniem do piekarnika pokrój ciasto na paluszki/kwadraty i każdy paluszek ponakłuwaj małym widelcem, aby utworzyć "wzorek".
Piecz ok 20-35 min, aż ciasteczka nabiorą delikatnie złocistego koloru. Mają być dość jasne, ale nie białe.
Po wyjęciu z piekarnika pozwól shorbread`owi ostygnąć przez jakieś 10 minut, a następnie pokrój go na prostokąty lub kwadraty - według wcześniej wyznaczonych linii (które z resztą znacząco zanikną).
Smacznego!
Shortbread to prawdziwa kwintesencja tego, co w ciastkach najpyszniejsze - są niewiarygodnie proste w wykonaniu, rozkosznie maślane i niesamowicie wręcz kruchutkie. Do tego ziarenka jednej z najbardziej lubianych przypraw - wanilii, które nie dość, że dodają uroczych piegów, to idealnie dopełniają całościowy maślany aromat. Mogę Wam też zagwarantować, że w smaku ani trochę nie ustępują oryginalnym Walkersom, naprawdę! Jeśli więc macie ochotę sprawić ogromną przyjemność sobie lub najbliższym, upieczcie je koniecznie! :)
Shortbread dołączam do świątecznej akcji Cudawianki:
Czarna; straszliwie słodka; z miodem i cytryną
Przez grubą szybę obserwuję srebrzyste baletnice
Mówią, że nie ma dwóch takich samych...
Myślę sobie, że to jak z ludźmi - wszyscy wędrują do celu, ale każdy ma swoją metodę i choć krok wielu może wydawać się identycznym, to nieprawda.
Jedni stawiają stopy ostrożnie, wcześniej dokładnie badając teren - sami.
Inni nie bacząc na nic, biegną wprzód, jakby gdzieś niedaleko, za ich plecami płonął ogień, nie pozwalający im zatrzymać się i po prostu... odetchnąć.
Są też tacy, którzy chcieliby pójść na skróty; po śladach odciśniętych w piasku. Tyle tylko, że starczy silniejszy podmuch wiatru, niewiele kropli deszczu, by ślady znikły. A wtedy... Wtedy nawet rozpaczliwe poszukiwanie wcześniejszych znaków, które wydawały się być trwałymi nie przynoszą żadnych efektów...
Uchylam okno, by płuca wypełnić palącym mroźnym powietrzem
Absolutna cisza
Bezgwiezdna noc
I nieprzewidywalny taniec srebrnych płatków, z których każdy jest inny...
Shortbread
/zmieniony lekko przepis od Oli
Składniki:
200 g mąki
100 g skrobi kukurydzianej (maizeny) (myślę, że jeśli zastąpicie ją mąką kukurydzianą nic się nie stanie)
300 g bardzo miękkiego masła
ziarenka z 1 laski wanilii (lub 1 łyżeczka ekstraktu z wanilii)
Piekarnik nagrzej do
W misce wymieszaj cukier puder, mąkę, mąkę kukurydzianą.
Laskę wanilii przetnij wzdłuż i małym nożykiem wyjmij ziarenka. Do suchych składników dodaj masło, ziarenka wanilii i wymieszaj mikserem. Zmiksuj wszystko lekko do utworzenia "okruchów", a następnie wymieszaj do połączenia się wszystkiego w kulę dłońmi - od ich ciepła masło łatwiej połączy się z mąką.
Przed wsadzeniem do piekarnika pokrój ciasto na paluszki/kwadraty i każdy paluszek ponakłuwaj małym widelcem, aby utworzyć "wzorek".
Piecz ok 20-35 min, aż ciasteczka nabiorą delikatnie złocistego koloru. Mają być dość jasne, ale nie białe.
Po wyjęciu z piekarnika pozwól shorbread`owi ostygnąć przez jakieś 10 minut, a następnie pokrój go na prostokąty lub kwadraty - według wcześniej wyznaczonych linii (które z resztą znacząco zanikną).
Smacznego!
Shortbread to prawdziwa kwintesencja tego, co w ciastkach najpyszniejsze - są niewiarygodnie proste w wykonaniu, rozkosznie maślane i niesamowicie wręcz kruchutkie. Do tego ziarenka jednej z najbardziej lubianych przypraw - wanilii, które nie dość, że dodają uroczych piegów, to idealnie dopełniają całościowy maślany aromat. Mogę Wam też zagwarantować, że w smaku ani trochę nie ustępują oryginalnym Walkersom, naprawdę! Jeśli więc macie ochotę sprawić ogromną przyjemność sobie lub najbliższym, upieczcie je koniecznie! :)
Shortbread dołączam do świątecznej akcji Cudawianki:
Etykiety:
blogowe akcje,
ciasteczka
poniedziałek, 6 grudnia 2010
Panpepato i spotkanie-mgnienie.
Spotkanie-chwila
Spotkanie-mgnienie
Czasem nawet nie zdajemy sobie sprawy, jak wielki wpływ mają na nas takie zupełnie przypadkowe czy też zaplanowane spotkania - choćby jednorazowe; choćby z ludźmi, którzy wydają nam się nieciekawymi, a jednak zmuszeni jesteśmy spotkać się z nimi
Starsza pani z naręczem róż
Mężczyzna będący w zimie swego życia, sprzedający piernikowe serca
Niezorganizowana młoda dziewczyna, której plątają się myśli
Dziewięcioletni chłopczyk z radosnymi oczami
Kilka słów
Parę uśmiechów
Jedno zdanie, które zmusza do refleksji
Zdarzenie, które zmienia bieg naszej historii
Na lepsze?...
Gorsze?...
I spotkania ludzi o podobnych pasjach, które nie dość, że rozwijają, to dają mnóstwo radości. I właśnie w tym miejscu chciałam ogromnie podziękować Kuchareczce Asi - cudownie ciepłej i optymistycznie nastawionej do życia osobie, z którą miałam ogromną przyjemność wczoraj się spotkać. Pyszna gorąca czekolada, magiczne miejsce i apetyczna, choć nie tylko ( ;) ) rozmowa. Coś, co zdecydowanie warto nie dość, że zapamiętać, to jeszcze powtórzyć.
Każdemu życzę, by miał okazję skorzystać z możliwości danych przez wirtualny świat blogów i nawiązać inspirujące znajomości. :)
PS mam nadzieję, że sama Asia nie ma nic przeciwko temu wpisowi. :)
Panpepato
/znaleziony u Moniki
Składniki:
200 g dowolnych orzechów
200 g dowolnych suszonych lub kandyzowanych owoców
100 g kandyzowanych skórek owocowych
1/2 szkl. cukru (użyłam jasnobrązowego)
1/2 szkl. miodu
1/2 szkl. mąki
2-3 łyżki kakao + 1 łyżka do oprószenia ciasta
30 ziaren pieprzu
10 goździków
ziarenka z 5 strączków kardamonu
1/2 łyżeczki ziaren kolendry
1/3 łyżeczki mielonego cynamonu
odrobinę startej gałki muszkatołowej
Orzechy obierz z łupek, z grubsza posiekaj, posiekaj też skórki i owoce (nie za drobno). Do owoców i orzechów dodaj mąkę, kakao i przyprawy utarte w moździerzu (zostaw z pół łyżeczki przyprawy do posypania).
Miód podgrzej z cukrem podgrzej w garnuszku (do momentu rozpuszczenia cukru), dodaj do bakalii, dobrze wymieszaj i wyłóż nie za grubą warstwą do tortownicy. Piecz ok. 30 min. w 180 st. C.
Po upieczeniu wyjmij z blachy, ostudź i oprósz kakao wymieszanym z resztą przypraw.
Panpepato jeszcze lepiej smakuje po dłuższym dojrzewaniu - dwa, trzy tygodnie w szczelnym pojemniku wydobędą z niego cudowniejszy jeszcze niż początkowo aromat.
Smacznego!
Szalenie oryginalne... ciasto(?). Zapach, który unosi się podczas rozcierania przypraw w moździerzu i podgrzewania miodu przyprawia o zawroty głowy, a kiedy już wszystkie te dobroci połączy się ze sobą, doprowadza wręcz do ekstazy i kulinarnych dreszczy. Naprawdę! Jest to coś, co ze wszystkich moich dotychczasowych wypieków miało najbardziej obezwładniający aromat. Nie sposób opanować się przed spróbowaniem choćby odrobiny surowej jeszcze masy. A kiedy już to nastąpi, oczy otwierają się szeroko ze zdumienia. Ostro. Można zacząć się zastanawiać, czy to w ogóle ma szanse powodzenia?. Z drżącym sercem wkłada się owo piekielne ciasto do piekarnika, a zapachy unoszące się z niego, sprawiają, że nie sposób doczekać końcowego efektu.
Panpepato po upieczeniu jest niesamowicie lepkie, ciągnące wręcz. Trudno się je kroi, warto więc użyć do tego celu naprawdę dobrze naostrzonego noża. Pełne naturalnej słodyczy suszonych czy kandyzowanych owoców i skórek, oraz tej dodanej przez nas w postaci aromatycznego miodu i cukru. Każdy kawałek piecze lekko w język, ale mimo to przed każdym kolejnym ciężko uciec. Wbrew pozorom pieprz nie dominuje tak bardzo, jak można by się tego spodziewać, dodaje jednak pazura. Przepysznego pazura!
Boję się chwili, kiedy w moim pudełku zabraknie tego cuda...
Spotkanie-mgnienie
Czasem nawet nie zdajemy sobie sprawy, jak wielki wpływ mają na nas takie zupełnie przypadkowe czy też zaplanowane spotkania - choćby jednorazowe; choćby z ludźmi, którzy wydają nam się nieciekawymi, a jednak zmuszeni jesteśmy spotkać się z nimi
Starsza pani z naręczem róż
Mężczyzna będący w zimie swego życia, sprzedający piernikowe serca
Niezorganizowana młoda dziewczyna, której plątają się myśli
Dziewięcioletni chłopczyk z radosnymi oczami
Kilka słów
Parę uśmiechów
Jedno zdanie, które zmusza do refleksji
Zdarzenie, które zmienia bieg naszej historii
Na lepsze?...
Gorsze?...
I spotkania ludzi o podobnych pasjach, które nie dość, że rozwijają, to dają mnóstwo radości. I właśnie w tym miejscu chciałam ogromnie podziękować Kuchareczce Asi - cudownie ciepłej i optymistycznie nastawionej do życia osobie, z którą miałam ogromną przyjemność wczoraj się spotkać. Pyszna gorąca czekolada, magiczne miejsce i apetyczna, choć nie tylko ( ;) ) rozmowa. Coś, co zdecydowanie warto nie dość, że zapamiętać, to jeszcze powtórzyć.
Każdemu życzę, by miał okazję skorzystać z możliwości danych przez wirtualny świat blogów i nawiązać inspirujące znajomości. :)
PS mam nadzieję, że sama Asia nie ma nic przeciwko temu wpisowi. :)
Panpepato
/znaleziony u Moniki
Składniki:
200 g dowolnych orzechów
200 g dowolnych suszonych lub kandyzowanych owoców
100 g kandyzowanych skórek owocowych
1/2 szkl. cukru (użyłam jasnobrązowego)
1/2 szkl. miodu
1/2 szkl. mąki
2-3 łyżki kakao + 1 łyżka do oprószenia ciasta
30 ziaren pieprzu
10 goździków
ziarenka z 5 strączków kardamonu
1/2 łyżeczki ziaren kolendry
1/3 łyżeczki mielonego cynamonu
odrobinę startej gałki muszkatołowej
Orzechy obierz z łupek, z grubsza posiekaj, posiekaj też skórki i owoce (nie za drobno). Do owoców i orzechów dodaj mąkę, kakao i przyprawy utarte w moździerzu (zostaw z pół łyżeczki przyprawy do posypania).
Po upieczeniu wyjmij z blachy, ostudź i oprósz kakao wymieszanym z resztą przypraw.
Panpepato jeszcze lepiej smakuje po dłuższym dojrzewaniu - dwa, trzy tygodnie w szczelnym pojemniku wydobędą z niego cudowniejszy jeszcze niż początkowo aromat.
Smacznego!
Szalenie oryginalne... ciasto(?). Zapach, który unosi się podczas rozcierania przypraw w moździerzu i podgrzewania miodu przyprawia o zawroty głowy, a kiedy już wszystkie te dobroci połączy się ze sobą, doprowadza wręcz do ekstazy i kulinarnych dreszczy. Naprawdę! Jest to coś, co ze wszystkich moich dotychczasowych wypieków miało najbardziej obezwładniający aromat. Nie sposób opanować się przed spróbowaniem choćby odrobiny surowej jeszcze masy. A kiedy już to nastąpi, oczy otwierają się szeroko ze zdumienia. Ostro. Można zacząć się zastanawiać, czy to w ogóle ma szanse powodzenia?. Z drżącym sercem wkłada się owo piekielne ciasto do piekarnika, a zapachy unoszące się z niego, sprawiają, że nie sposób doczekać końcowego efektu.
Panpepato po upieczeniu jest niesamowicie lepkie, ciągnące wręcz. Trudno się je kroi, warto więc użyć do tego celu naprawdę dobrze naostrzonego noża. Pełne naturalnej słodyczy suszonych czy kandyzowanych owoców i skórek, oraz tej dodanej przez nas w postaci aromatycznego miodu i cukru. Każdy kawałek piecze lekko w język, ale mimo to przed każdym kolejnym ciężko uciec. Wbrew pozorom pieprz nie dominuje tak bardzo, jak można by się tego spodziewać, dodaje jednak pazura. Przepysznego pazura!
Boję się chwili, kiedy w moim pudełku zabraknie tego cuda...
Etykiety:
słodkości - inne,
z owocami
czwartek, 2 grudnia 2010
Ciasteczka waniliowo-migdałowe i czas niczym sopel lodu.
Mój czas pędzi ostatnio na łeb, na szyję i za nic nie chcę się zatrzymać
Próbuję go łapać - niczym płatki śniegu na gołe dłonie
A on, jak na złość, roztapia się i znika w bezmiarze chwil
Wychodzę z domu, kiedy promienie budzą się do życia
Chwila zatrzymania; spojrzenie na pokrytą białym puchem drewnianą huśtawkę, rankiem błyszcząca się niczym diamenty
Uśmiech
Wracam, kiedy powoli zbliża się zmrok
Moment na wsłuchanie się w jednostajne skrzypienie butów po kostki zanurzonych w śniegu
Skrzyp, skrzyp, skrzyp...
Perskie oko puszczone przez tykający zegar
Czas topnieje niczym sopel lodu pod dotykiem złocistego słońca...
Ciasteczka migdałowo-waniliowe
/przepis (w oryginale "paluszki wiedźmy") stąd
Składniki (4-5 blach ciastek):
225 g miękkiego masła
3/4 szklanki cukru pudru
1 jajko
1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
1 łyżeczka ekstraktu z migdałów [użyłam barmańskiego syropu "amaretto"]
2 i 2/3 szklanki mąki
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1 łyżeczka soli
3/4 szklanki obranych migdałów
Wszystkie składniki (oprócz migdałów) zmiksuj i zagnieć. Ciasto owiń w folię i włóż do lodówki na 30 minut.
Ciasto wyjmij z lodówki, formuj kulki wielkości dużego orzecha włoskiego, każdą lekko spłaszczając. Na wierzch możesz wcisnąć migdała.Układaj w sporych odstępach na blasze wyłożonej papierem do pieczenia
Piecz 10-13 minut (do zezłocenia) w 200ºC. Należy uważać, żeby ich nie przypalić!*
* jedną partię przypaliłam. przyznam szczerze, że D. tę właśnie partię uznał za najlepszą! ;))
Smacznego!
W oryginale ciasteczka ty były halloweenowymi paluszkami wiedźmy - ale jako że tamten okres daleko już za nami, zdecydowałam się nadać im bardziej codziennego charakteru, przez co formowałam po prostu kulki i na wierzchu wciskałam migdał. Ciasteczka wyszły odrobinę nieregularne; prawdziwie domowe. Tuż po upieczeniu są one miękkie, wystarczy jednak, by ostygły nieco i już stają się przyjemnie kruche, chrupiące. Aromaty wanilii i migdałów nie narzucają sięe; dodają jedynie miłego akcentu na języku. Myślę, że ciastka idealnie skomponują się z chwilą na wypicie herbaty czy kawy. Mogą stać się również całkiem miłym świątecznym prezentem na słodko.
Próbuję go łapać - niczym płatki śniegu na gołe dłonie
A on, jak na złość, roztapia się i znika w bezmiarze chwil
Wychodzę z domu, kiedy promienie budzą się do życia
Chwila zatrzymania; spojrzenie na pokrytą białym puchem drewnianą huśtawkę, rankiem błyszcząca się niczym diamenty
Uśmiech
Wracam, kiedy powoli zbliża się zmrok
Moment na wsłuchanie się w jednostajne skrzypienie butów po kostki zanurzonych w śniegu
Skrzyp, skrzyp, skrzyp...
Perskie oko puszczone przez tykający zegar
Czas topnieje niczym sopel lodu pod dotykiem złocistego słońca...
Ciasteczka migdałowo-waniliowe
/przepis (w oryginale "paluszki wiedźmy") stąd
Składniki (4-5 blach ciastek):
225 g miękkiego masła
3/4 szklanki cukru pudru
1 jajko
1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
1 łyżeczka ekstraktu z migdałów [użyłam barmańskiego syropu "amaretto"]
2 i 2/3 szklanki mąki
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1 łyżeczka soli
3/4 szklanki obranych migdałów
Wszystkie składniki (oprócz migdałów) zmiksuj i zagnieć. Ciasto owiń w folię i włóż do lodówki na 30 minut.
Ciasto wyjmij z lodówki, formuj kulki wielkości dużego orzecha włoskiego, każdą lekko spłaszczając. Na wierzch możesz wcisnąć migdała.Układaj w sporych odstępach na blasze wyłożonej papierem do pieczenia
Piecz 10-13 minut (do zezłocenia) w 200ºC. Należy uważać, żeby ich nie przypalić!*
* jedną partię przypaliłam. przyznam szczerze, że D. tę właśnie partię uznał za najlepszą! ;))
Smacznego!
W oryginale ciasteczka ty były halloweenowymi paluszkami wiedźmy - ale jako że tamten okres daleko już za nami, zdecydowałam się nadać im bardziej codziennego charakteru, przez co formowałam po prostu kulki i na wierzchu wciskałam migdał. Ciasteczka wyszły odrobinę nieregularne; prawdziwie domowe. Tuż po upieczeniu są one miękkie, wystarczy jednak, by ostygły nieco i już stają się przyjemnie kruche, chrupiące. Aromaty wanilii i migdałów nie narzucają sięe; dodają jedynie miłego akcentu na języku. Myślę, że ciastka idealnie skomponują się z chwilą na wypicie herbaty czy kawy. Mogą stać się również całkiem miłym świątecznym prezentem na słodko.
Etykiety:
ciasteczka
Subskrybuj:
Posty (Atom)

























